Z życia Kościoła

Jak dobrze nam na obozie młodzieżowym

Z inicjatywy, przy poparciu i wielkim zaangażowaniu proboszcza parafii katedralnej w Warszawie ks. inf. dr Tomasza WOJTOWICZA, w miejscowości Urle k/Warszawy, w ośrodku wypoczynkowym ZG STPK, udało nam się własnymi siłami zorganizować dwutygodniowy obóz młodzieżowy. Trzeba przyznać, że wszystko udało się także dzięki zaangażowaniu samej młodzieży, która sprawę wzięła w swoje ręce. Duszą całej akcji była młodzież parafii katedralnej w Warszawie, a szczególnie Ewa i Gosia. Jedna jest studentką IV roku w ChAT, druga — V roku WSH w Warszawie. Obie są lektorkami w parafii katedralnej. Żyją sprawami młodzieży.
W maju rozesłano pisma do wielu parafii polskokatolickich o zamiarze zorganizowania obozu letniego dla młodzieży. Określono warunki uczestnictwa, głównie koszty od osoby. Termin: 15-31 lipca. Miejscowość — Urle. Przyszły pierwsze zgłoszenia: z Lublina, Krakowa, a nawet dalekiego Boguszowa. Zaczęło się.
15 lipca kilkunastoosobowa grupa młodzieży zameldowała się w Urlach, niewielkiej miejscowości ze swoistym mikroklimatem. Do dyspozycji — niewielki dom, ale wystarczający, zwłaszcza dla młodych ludzi. Kilka pokoików, kuchnia, drewniane schody. Przypomina to raczej wiejską chatę i dlatego od razu wszyscy poczuli się swojsko. Cicho i przytulnie. Wszyscy, którzy się wcześniej zgłosili na piśmie, już są. Jest Marta, Ania, Bożena, Kamil, Andrzej, Adam, Norbert, Paweł, Arek, Beata, Hanka i Marian, no i oczywiście Ewa i Gosia. Większość z Warszawy. Inni — reprezentują Lublin, Kraków i Boguszów-Gorce. Po paru minutach wszyscy już się znają. Szybkie rozpakowanie bagaży, porządki w kuchni i pokojach, bo wszystko jest na zasadzie samodzielności. A teraz ważna rzecz: wpłacamy do wspólnej kasy po 7 zł (nowe) od osoby dziennie. Obliczamy. Starczy, czy nie? Starczy, bo tak krawiec kraje, jak mu materiału staje. Musi wystarczyć na wyżywienie, na przejazdy...
Od 16 lipca rozpoczął się właściwy obóz. Czujemy się wspaniale. Obóz — to zabawa. Ale hola, hola! Udaje nam się czas wypełnić wielce pożytecznymi zajęciami. To „czas myślenia". A myślenie wymaga wysiłku intelektualnego. Tematy są różne:
Kościół Polskokatolicki, co wiem o swojej parafii, Kościoły Starokatolickie, inne Kościoły. To jeden cykl. Drugi — to aktualne problemy: stosunki międzyludzkie, tolerancja, przyroda, ochrona środowiska, sztuka itd. Tematów nie brakowało. Snuliśmy refleksje... Dyskusje nad niektórymi problemami mogłyby trwać godzinami, ale czy można siedzieć cały dzień w budynku lub nawet na dworze (a teren ośrodka jest spory) przy choćby najciekawszym temacie, gdy praży lipcowe słońce, a młode dusze rwą się do korzystania z lata i wolnego czasu?
Popołudnia poświęcamy sportowi, by nabrać więcej siły i zrelaksować się. Gra w siatkówkę, pingponga, badmingtona, wzbudzają niekiedy wielkie emocje. Ale nikt nie został ukarany żółtą kartką. Wszystko „fair play".
W międzyczasie niektórzy zdobywają umiejętności kulinarne. To bardzo ważne na obozie, jeżeli mamy być samowystarczalni. Nie mamy kucharki ani kucharza. Wszystko przygotowujemy sami, wcześniej ustalając menu na dany dzień. Wychodzi nam to nawet nieźle. Są dyżury... w kuchni. Nie ma, że ja tego nie umię... Nikt nie musi stale więc siedzieć w kuchni, choć to pomieszczenie stało się ulubionym miejscem spotkań, pogaduszek, rad, bo moja mama to tak to robi, a moja to robi jeszcze takie placuszki, że tylko ręce lizać. Dlatego i menu było bardzo urozmaicone.
Mijają kolejne dni, wieczory. No właśnie. A co dzieje się wieczorami? Spacery nad rzekę Liwiec, od czasu do czasu ognisko i śpiewy przy ognisku, własna dyskoteka, bo ktoś miał radio i kasety. Urozmaicony czas upływa szybko, jak szybko mijają chwile...
Nie mogło zabraknąć modlitwy. Każdego dnia, rano i wieczorem, i przy posiłkach. A w niedzielę: Msza święta. W pierwszą niedzielę przyjechał z Warszawy ks. Marian Madziar i odprawił Mszę św. polową: stół przykryty obrusem, krzyż. Wszystko inne przywiózł ze sobą ksiądz. W drugą niedzielę byliśmy w Warszawie, w katedrze przy ul. Szwoleżerów. Wcześniej wiedzieliśmy, że Msza Święta będzie nagrywana a potem (15 sierpnia) transmitowana przez Radio „Bis". Cały tydzień przygotowywaliśmy się do czytań biblijnych, modlitwy powszechnej. Podzielono role: lekcje czytają — Gosia i Ewa; funkcją kantora śpiewającego Psalm Gradualny i Alleluja obarczono Kamila, intencje modlitwy powszechnej prowadziły — Bożena, Ania, Marta oraz Mariusz, Andrzej, Norbert i Paweł. Pozostali żywo uczestniczyli razem z wiernymi we Mszy Świętej.
Przy okazji pobytu w Warszawie zjedliśmy obiad na plebanii, zafundowany nam przez ks. inf. T. Wojtowicza, a następnie odwiedziliśmy Łazienki, Amfiteatr, pływaliśmy gondolą, a potem — spacer Traktem Królewskim. Na Starym Mieściezostaliśmy ugoszczeni lodami przez pana Wojciecha Hodunia, który nam je zafundował w swym zakładzie. Warszawa tak spodobała się uczestnikom obozu, że w trzy dni później znowu przyjechaliśmy. W Kurii Biskupiej przy ul. Szwoleżerów przyjął nas i ugościł obiadem Zwierzchnik Kościoła, bp prof. W. Wysoczański.
Podczas obozu zwiedzaliśmy również bliższe i dalsze okolice Urli. W ramach pieszych wędrówek zwiedziliśmy Jadów i Wyszków.
Powoli czas naszego pobytu dobiegał końca. Nadszedł dzień odjazdu. Uściski i... do zobaczenia w najbliższym czasie. Rozpoczęta działalność młodzieżowa nie kończy się bowiem na obozie letnim. Będzie kontynuowana, tym bardziej, że ośrodek w Urlach ma służyć działalności wychowawczo-charytatywno-opiekuńczo-wypoczynkowej dla dzieci, młodzieży, rodzin biednych, samotnych matek, emerytów itp. A więc — działalności szerokiej i bardzo pożytecznej.
Jeszcze jedno na zakończenie: dziękujemy za wsparcie naszej akcji ks. seniorowi Marcelemu Pytlarzowi ze Stanów Zjednoczonych, ks. dziek. Bogusławowi Wołyńskiemu z Lublina i ks. inf. Tomaszowi Wójtowiczowi z Warszawy. Składamy Im tą drogą serdeczne „Bóg zapłać"!
Warszawa1995_07_15

Przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Inni w tym czasie zwiedzali Plac Teatralny i Teatr Wielki



Warszawa1995_07_15


Przejażdżka "gondolą" w Łazienkach




Warszawa_Urle1995_07_15-31


Dyskusja w grupach




Warszawa_Urle1995_07_15-31


Wspólny posiłek, wspólne rozmowy...

Ewa i Gośka