Z życia Kościoła. Warszawa 8-9 kwietnia 1986 r.
Sympozjum Naukowe w 120 rocznicę urodzin Biskupa Franciszka Hodura

Rola języka polskiego w powstaniu Polskiego Narodowego Kościoła Katolickiego

Doc. dr hab. Władysław Miodunka
dyrektor Instytutu Badań Polonijnych Uniwersytetu Jagiellońskiego
 


zobacz: przebieg uroczystości...

24 grudnia 1900 roku w kościele św. Stanisława w Scranton, w Pensylwanii, o godzinę wpół do jedenastej została odprawiona przez ks. Franciszka Hodura Msza święta w języku polskim. Dzień ten można uznać za przełomowy w procesie tworzenia się Polskiego Narodowego Kościoła Katolickiego i za jedną z najważniejszych dat w dziejach tego Kościoła. W tym dniu bowiem Kościół ten przemówił własnym językiem — dosłownie i przenośnie. Dosłownie, gdyż jego twórcy zdecydowali się wprowadzić do liturgii Kościoła katolickiego język, którego w tej liturgii wówczas nie używano: język polski, jeden z europejskich języków narodowych.

24 XII 1900 roku PNKK przemówił swym językiem także w sensie przenośnym, gdyż zmiana języka oznaczała 1) zerwanie ze zbiorowością katolicką posługującą się łaciną jako językiem liturgicznym oraz 2) etap tworzenia się nowej zbiorowości i instytucji religijnej, jaką okazał się PNKK.

Data ta jest także datą ważną w dziejach języka polskiego, który przeżywał okresy wzlotów i upadków. Z tego względu wprowadzenie języka polskiego do liturgii PNKK zasługuje na analizę językoznawczą, analizę, która pozwoli ocenić znaczenie historycznej decyzji z 16 XII 1900 roku, ukaże też różne jej wymiary niezależnie od tego, czy organizatorzy PNKK uświadamiali je sobie, czy też nie.

Roli języka polskiego w życiu religijnym i społecznym PNKK poświęcił cały rozdział swej pracy H. Kubiak, który przeprowadził analizę socjologiczną roli polszczyzny w PNKK. Analiza, którą tu podejmujemy, jest analizą językoznawczą, a więc odmienną od tej przeprowadzonej przez H. Kubiaka. Prowadząc tę analizę, odwołujemy się do metod językoznawstwa zewnętrznego raczej niż wewnętrznego. Z punktu widzenia językoznawstwa wewnętrznego, a więc badania struktury języka, można i trzeba powtórzyć za W. Doroszewskim opinię z 1938 r., w której — analizując język dzieła „Pewna droga” bpa Fr. Hodura — stwierdza on, że język tego dzieła charakteryzuje czystość i popularność oraz że brak w nim amerykanizmów.

H. Kubiak stwierdza, że „zmiana łaciny na język polski wynikała (...) nie tyle z potrzeby tworzenia nowej religii, co z konieczności zaspokojenia pozareligijnych potrzeb, i ambicji emigrantów polskich”. Zgadzając się z tym stwierdzeniem, chcemy jednak podkreślić, że sprawę języka liturgicznego PNKK można powiązać z zasadami wiary, głoszonymi przez ten Kościół. Skłania do tego uważna lektura „Naszej wiary, czyli streszczenia nauki Kościoła Polsko-Narodowego Katolickiego w Ameryce, wraz z objaśnieniami niektórych zasad Chrystusowej religii” autorstwa ks. bpa Franciszka Hodura. Otóż rozdział szósty tej pracy jest poświęcony „Sprawie społecznej i narodowej”, którą autor uważa za „jedno z najważniejszych zagadnień w religijnej myśli człowieka”. Trudno nie zgodzić się z bpem Hodurem, gdy stwierdza, że zagadnienie to jest trudne i dlatego Kościół często ucieka od niego, „aby nie drażnić i zniechęcać wpływowych sfer podtrzymujących hierarchię różnych kościołów i nie burzyć mas ludowych”. Zdając sobie sprawę z tych trudności, ks. F. Hodur podejmuje rozważania o sprawie narodowej i dochodzi do ciekawych wniosków. Podkreśla zrazu to, co jest powszechnie znane, ale niezbyt dobrze uświadomione: podkreśla narodowość Chrystusa obok uniwersalizmu jego nauki, pisząc: „Chrystus występuje najpierw i przede wszystkim jako narodowy, żydowski mesjasz (...) a „ze wszystkich wynurzeń Chrystusowych wypływa bezgraniczna miłość żydowskiego narodu, jego przeszłości, misji, przeznaczenia i ziemi” (s. 34—35). To stwierdzenie prowadzi go do uznania istnienia różnych narodów za konieczność dziejową, zgodną z wolą Bożą. W ten sposób interpretujemy następujące słowa: „Narody różne, to różne struny tego potężnego instrumentu, nazwanego ludzkością, na którym wygrywa Boża ręka przecudowne pieśni życia, szczęścia, bólu, smutku, radości i wesela. Te struny muszą być różnorodne (podkreślenie — W. M.), aby z nich wydobył Arcymistrz różne głosy, ale te wszystkie różne tony zlewają się w jedną, harmonijną całość, w pieśń doskonałą” (s. 36). Z takiego właśnie stosunku do narodów wynika stosunek do języków narodowych, które uważa bp Hodur za wyrażające „odrębny charakter, zbiorową duszę różniącą się od zbiorowej duszy innego narodu” i za rezultat pracy Bożej w ludzie przez całe tysiąclecia. Niszczenie tak rozumianego języka, ograniczanie jego rozwoju musi być widziane jako „sprzeciwianie się woli bożej”. Dlatego nie dziwi, że akapit poświęcony narodom i językom narodowym kończy bp Hodur bardzo mocnym stwierdzeniem: „Pozbawiać praw politycznych dany naród, krzywdzić go, deptać po nim, odzierać go z mienia, wiary, języka, ziemi — to świętokradztwo” (s. 37).

Omówiony tu krótko rozdział szósty stanowi rozszerzenie punktu z jedenasto-częściowego „Wyznania wiary Kościoła Polsko-Narodowego Katolickiego w Ameryce”, który głosi co następuje: „Wierzę, że wszyscy ludzie mają jednakowe prawo do bytu, do szczęścia i do tych środków i sposobów, które prowadzą do zachowania istności, do udoskonalenia i zbawienia” (s. 8). Cytowane „Wyznanie wiary” zostało przyjęte przez prowincjonalne zgromadzenia PNKK w czerwcu i lipcu 1912 roku, jest więc późniejsze w stosunku do dokumentów z 1900 r. zapowiadających wprowadzenie języka polskiego. Jeśli jednak powstanie PNKK potraktujemy jako proces trwający w czasie i polegający na stopniowym uświadamianiu sobie odrębności, będziemy musieli zwrócić uwagę na fakt, że prawo do pielęgnowania i rozwoju języka narodowego znalazło się w kanonie wiary PNKK. Jest ono konsekwencją najpierw podjęcia, a potem rozstrzygnięcia kwestii narodowej w duchu wzajemnego szacunku i równouprawnienia wszystkich narodów, które nie tylko mogą, ale „muszą być różnorodne”.

W liście ogłoszonym w Straży 21 XII 1900 roku ks. F. Hodur zapowiada odprawienie mszy po polsku z dwu powodów: „najpierw religijnej natury, a po drugie ze względów narodowych”. Względy religijne były w owym czasie rozumiane jednak nie jak prawo do używania języka narodowego w liturgii, lecz jak chęć ”zbliżenia i zjednoczenia” człowieka z Bogiem przez udział w obrzędach religijnych. Szło więc raczej o to, by kapłan przestał mówić do Boga w imieniu zebranego ludu w języku, którego ten lud nie rozumie, by lud i kapłan mówili jednym językiem, by lud wreszcie rozumiany jako dzieci boże mógł przemówić do Boga — swego ojca „w języku, którym może wyjawić łatwo całą miłość i cześć”. W tym ujęciu język liturgiczny miał łączyć lud z Bogiem, a nie dzielić go od Boga. Zmiana języka powodowała modyfikację roli księdza, który przestawał być tłumaczem uczuć ludu, a stawał się „prawdziwym ofiarnikiem i pośrednikiem między ludem, a Bogiem".

W świetle tych danych widać wyraźnie, że spojrzenie na rolę języka narodowego w liturgii i kanonie wiary PNKK zmieniło się. Dotyczyło zrazu tylko modyfikacji roli języka liturgicznego i ról przypisywanych uczestniczącym w obrzędach (głównie we Mszy), z czasem jednak znalazło wyraz w kanonie wiary tego Kościoła. Upoważnia to do stwierdzenia, że zmiana mająca początkowo charakter zewnętrzny, stała się z czasem częścią ideologii Kościoła, wchodząc do jego kanonu wiary.

Nie oznacza to, oczywiście, byśmy umniejszali znaczenie zmiany języka liturgicznego, zmiany o charakterze zewnętrznym, czyli dotyczącej sposobu wyrażania treści głoszonych przez Kościół Rzymskokatolicki. Jak wiadomo, zmianę tę poprzedziła ekskomunika ks. F. Hodura i parafian św. Stanisława ogłoszona 2 X 1898 r. W sensie etymologicznym ekskomunika oznacza wyprowadzenie, wyłączenie, wykluczenie jednostki lub grupy ze wspólnoty (kościelnej). Kościół Rzymskokatolicki wyłączył formalnie organizatorów PNKK ze swej wspólnoty 2 X 1898 r. Ciekawe, że także po tym czasie jego księża posługiwali się w liturgii łaciną, czyli językiem wspólnoty rzymskokatolickiej. Wprowadzając do liturgii język polski, PNKK  s a m   w y ł ą c z y ł   s i ę   w   s p o s ó b   w i d o c z n y   ze wspólnoty Kościoła Rzymskokatolickiego, gdyż przemówił własnym językiem, językiem narodowym, nie akceptowanym w Kościele Rzymskokatolickim. W tym sensie dzień odprawienia pierwszej Mszy po polsku stanowi dzień przełomowy w dziejach PNKK: był to bowiem dzień, kiedy PNKK dał zewnętrzny wyraz swego wyłączenia się z Kościoła Rzymskokatolickiego. Równocześnie był to początek zmian doktrynalnych odchodzących od nauki Kościoła Rzymskokatolickiego, a wprowadzających elementy nowe, albo nadających elementom starym nowe znaczenie, nową wartość.

O tym dniu łatwo pisać dzisiaj. Nie ulega jednak wątpliwości, że był to dzień trudny, bo wymagał realizacji decyzji z 16 XII wbrew wielowiekowej tradycji katolickiej i wbrew presji potężnej instytucji, jaką był wówczas Kościół Rzymskokatolicki. W dniu tym jeszcze raz potwierdziła się nieprzeciętna wiara i odwaga księdza Fr. Hodura.

Drugim z powodów wprowadzenia do liturgii PNKK języka perskiego był — jak pisze bp F. Hodur — „wzgląd narodowy". Szło tu o sytuację narodu polskiego w końcu XIX wieku, narodu bez państwa, narodu podzielonego między zaborców (Prusy, Rosja i Austria), narodu, którego znaczna część wyemigrowała z ziem polskich do innych krajów Europy i obu Ameryk. Naród ten był zatem państwowo i przestrzennie podzielony, ale jednoczyła go zdaniem bpa Hodura „jedna wiara, jedna nadzieja i przepiękny majestatyczny, królewski język polski”. Język, jednoczący podzielony naród, nie cieszył się uznaniem i prestiżem. Przeciwnie, był to język nieoficjalny w państwach zaborczych, język „poniewierany, wzgardzony i prześladowany”, „wyrzucany ze szkół, urzędów, towarzystw”. Reakcją na taki stosunek do mowy polskiej była decyzja organizatorów PNKK, decyzja świadoma, jak o tym świadczą słowa ks. F. Hodura z 16 XII 1900 r.: „Wprowadzamy język nasz do liturgii, wznosimy go na ołtarz, ponieważ chcemy być żywym społeczeństwem, chcemy żyć własnym życiem, własną mocą iść, i mamy do tego prawo kosmiczne, prawo Boże”. W „Odezwie, czyli zawiadomieniu ludu polskiego o nabożeństwie w języku polskim” bp F. Hodur dodał: „I udowodnimy przez to także, żeśmy narodem samodzielnym, mającym takie same prawa do bytu, do sławy i szczęścia, jak i te wszystkie inne ludy, które się już zdobyły na obrzędy narodowe. Chociaż późno zabrzmi pod sklepieniami kościołów naszych polska mowa w świętych obrzędach, to zawsze lepiej, niż gdyby nigdy się nie miał doczekać naród tej radosnej chwili”. Ks. F. Hodur zdawał sobie sprawę, że nie był to pierwszy w dziejach wysiłek wprowadzenia języka polskiego do liturgii (cytuje za Długoszem informację o budowie w 1390 roku kościoła, w którym nabożeństwa miały się odbywać po polsku), uważa jednak, że ten wysiłek zostanie uwieńczony sukcesem a język polski „nie zginie nigdy, bo go lud ze swymi kapłanami wprowadził przed ołtarz Boga”.

Mamy tu więc do czynienia ze świadomą sakralizacją języka wyniesieniem go na ołtarze po to, by dodać mu prestiżu, by uczynić zeń język, w którym lud mówi do Boga. Jest to zatem druga — po wyłączeniu ze wspólnoty Kościoła Rzymskokatolickiego — funkcja wprowadzenia polszczyzny do liturgii PNKK.

Naukowiec nie może pominąć milczeniem tego, że w pismach ks. F. Hodura Polacy podzieleni państwowo i przestrzennie to jeden naród, połączony wspólnym językiem, językiem narodowym. Ciekawe także, że ks. Hodur używa świadomie opozycji język ( m o w a   p o l s k a ) — g w a r a.  Termin   j ę z y k   ma znaczenie narzędzia komunikacji cechującego cały naród, podczas gdy termin   g w a r a   zarezerwowano dla narzędzia komunikacji „żebraczego plemienia”. Bp F. Hodur podkreśla, że wszystkie wielkie i historyczne narody wprowadziły do kościelnych obrzędów swój własny język, aby go podnieść, wzbogacić, uczcić i uświęcić” (s. 52). Tymczasem wysiłki zaborców zmierzają do tego, by polską mowę uczynić „gwarą żebraczego plemienia”. Przeciwstawienie się tym działaniom wynika z „poczucia godności narodowej”, która każe walczyć o prestiż języka narodowego, poniżanego także w Kościele rzymskim. Z uwagą o poniżeniu języków narodowych w Kościele rzymskim w owych czasach można się zgodzić, dodając wszakże, że prawa języka liturgicznego przysługiwały łacinie, a odmawiano ich wszystkim językom narodowym. Sobór Watykański II wprowadził do liturgii języki narodowe, przez co uświęcił je, ale znaczenie tej decyzji dla prestiżu języków narodowych jest mniejsze niż można by się tego spodziewać. Wywyższenie bowiem wszystkich oznacza w rzeczywistości niewywyższanie nikogo. Oznacza ono natomiast pośrednio „poniżenie, czyli obniżenie prestiżu łaciny jako języka liturgicznego całej społeczności katolickiej.

Skoro już mówimy tu o stosunku Kościoła Rzymskokatolickiego do języków narodowych i jego zmianie, dodajmy, że organizatorzy PNKK wyprzedzili pod tym względem o kilkadziesiąt lat Kościół Rzymskokatolicki.

Naukowiec nie może nie podkreślić, iż zdaniem ks. Hodura Polacy rozproszeni po całym świecie byli tak samo członkami narodu polskiego, Polakami, niezależnie od tego, czy mieszkali w Prusach, Rosji, Austrii czy też w USA. W tym i samym stopniu odnosiło się do nich dążenie do odzyskania wolnej ojczyzny i troska o zachowanie języka. W tej sytuacji istniały dwa wyjścia: pozostać Polakiem, niezależnie od tego, gdzie się żyje lub „pogodzić się z losem, zostać Polakiem pruskim, rosyjskim, aryjsko-amerykańskim i austriackim”, czyli zasymilować się. PNKK walczył z drugą postawą, walczył o bycie Polakiem w całym tego słowa znaczeniu i dlatego był tak narodowy w swej ideologii i w działaniu.

W stwierdzeniu o byciu Polakiem „aryjsko-amerykańskim dostrzegamy ślady konfliktów etnicznych, które doprowadziły do wyłonienia się PNKK z Kościoła Rzymskokatolickiego w USA. Jego wyższa hierarchia była w owych czasach zdominowana przez Irlandczyków z pochodzenia, którzy do ambicji polskich w Kościele Rzymskokatolickim odnosili się najczęściej wrogo, lub byli na nie obojętni. Pamiętając o tym, rozumiemy, dlaczego wg ks. Hodura Polacy byli podobnie uciskani i poniżani w Prusach, Rosji, Austrii i w USA, dlaczego walka o język i kulturę we wszystkich tych krajach winna być podobna.

PNKK wyniósł język polski na ołtarze, uświęcił go jako język narodowy na kilkadziesiąt lat przed decyzją Soboru Watykańskiego drugiego po to, by podnieść jego prestiż, by z języka „dławionego ukazami potężnych tego świata, pomiatanego często przez własny naród” uczynić język święty, potężny, nieśmiertelny. Czy do tak określonego celu organizatorzy PNKK dobrali odpowiednie środki? Dziś, w świetle ustaleń współczesnej socjolingwistyki, możemy na to pytanie odpowiedzieć pozytywnie: tak, twórcy PNKK uczynili słusznie, wiadomo bowiem, że języki wchodzące w kontakty różnią się mocą. a ich moc zależy m. in. od czynników ideologicznych, w tym religijnych. Wiadomo, też, że języki kultowe, liturgiczne traktowane jako języki święte mają moc o wiele większą od języków, którym cecha ta nie przysługuje. Badacze zgodni są również co do tego, że język posiada większą moc od gwary i dlatego decyzję o wyborze na język liturgiczny języka ogólnonarodowego, a nie gwary ludowej, należy uznać za całkowicie słuszną. Ks. Hodur podkreślał w swych pismach piękno języka polskiego i dorobek literacki Słowackiego, Mickiewicza, Sienkiewicza. Także i tę jego opinię musi potwierdzić współczesny językoznawca, gdyż moc języka zależy od promieniowania wartości kulturowych stworzonych w tym języku.

W ciągu lat, które minęły od utworzenia PNKK, zmieniła się sytuacja narodu polskiego i języka polskiego, zmieniła się pozycja języka polskiego na ziemiach polskich i w obrębie Kościoła Rzymskokatolickiego. Tak więc oceniając rolę języka polskiego w PNKK, musimy brać pod uwagę inny kontekst społeczno-historyczny, kontekst zupełnie, krańcowo wręcz odmienny od tego, w jakim były podejmowane decyzje, które zostały tu poddane analizie. Pisząc o nich, należy zwrócić uwagę na fakt, że odbija w nich blask walki o polskość, która toczyła się na ziemiach polskich, a którą najkrócej wyraziła M. Konopnicka w słowach: „Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród, nie damy pogrześć mowy”.

Twórcy PNKK walczyli o pozycję języka polskiego „rzuciwszy ziemię, skąd nasz ród” a więc na obczyźnie, w warunkach odmiennych od polskich. Walczyli o nią, rzucając na szalę dużo, bo m. in. przynależność do wspólnoty Kościoła Rzymskokatolickiego i płacąc za walkę
o polskość konkretną cenę, jaką stanowiła ekskomunika, a po niej wyśmiewanie na ulicy, piętnowanie w życiu sąsiedzkim i rodzinnym oraz szykanowanie w środowisku pracy. Dlatego też tu, w Polsce, trzeba a tej walce pamiętać i trzeba oddać jej cześć.