Z życia Kościoła. Warszawa 8-9 kwietnia 1986 r.
Sympozjum Naukowe w 120 rocznicę urodzin Biskupa Franciszka Hodura

Człowiek jako istota religijna według biskupa Franciszka Hodura

Ks. doc. dr Edward Bałakier
Chrześcijańska Akademia Teologiczna w Warszawie
 


zobacz: przebieg uroczystości...

Organizator Polskiego Narodowego Kościoła Katolickiego w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Polsce — biskup Franciszek Hodur był nie tylko człowiekiem głęboko religijnym, ale można śmiało stwierdzić, że sprawy religii wprost go fascynowały. Gdy miał ponad 60 lat, zmęczony pracą organizacyjną, nieustanną walką o utrzymanie, umacnianie i stały rozrost Kościoła, schronił się od zgiełku świata w małym domku, pustelni niemal, zwanej „Ustroniem , odległej o kilkadziesiąt kilometrów od Scranton, by tam pisać swoją „Apokalipsę czyli Objawienie XX wieku”. I zaraz na pierwszych jej stronach wyraził fascynację religią. „Dla mnie bowiem - pisał - religijne zagadnienie jest jeszcze ciągle najważniejszym, bardziej interesującym problemem, problemem życia i śmierci. To pytanie, czy religia jest źródłem i bodźcem ludzkiego życia, natchnieniem i wzmocnieniem, czy tylko mumią galwanizowaną przez księży i tych co w tej pracy mają interes, pali mnie i dręczy, ożywia i niepokoi, smuci i cieszy w takim samym stopniu i wczoraj i dziś, wtedy gdy się zdecydowałem zostać księdzem i teraz gdy przeorawszy spory kawał Bożej roli, zatrzymuję się na chwilę i z "Ustronia" patrzę na szamotanie się ludzkiej istoty”. (Apokalipsa, Scranton, Pa., 1930, s.7).

Zagadnienia religijne, co trzeba na wstępie powiedzieć, były interesującym problemem nie tylko dla biskupa F. Hodura ale są one takim problemem zawsze. Zwłaszcza w czasach dzisiejszych , filozofii współczesnej daje się zaobserwować szczególny wzrost zainteresowania problematyką człowieka i to nie tylko w jego uwarunkowaniach społecznych, ale także religijnych.

Czym jest religia? — pytają filozofowie, teologowie, socjologowie religiolodzy. Nie maja wątpliwości co do tego, że człowiek jest otwarty na świat rzeczy i osób, lecz czy w podobny sposób skierowany jest na sferę transcendentną, czy jest bytem "ku Bogu" i czy realizacja tego skierowania jest niezbędna do pełni istnienia człowieka? Czym jest religia? Czy tylko wynikiem, zwłaszcza w początkach ewolucji człowieka, braku poznania otaczającej go przyrody i strachu przed grozą? Czy też potrzebą jego serca, jego ducha, który wraz z ciałem tworzy gatunek "homo sapiens" ?

Najnowsze określenia i interpretacje fenomenu religijnego akcentują osobowy charakter przedmiotu religii, a także personalny charakter odniesienia człowieka. Sledząc uważnie historię religii, wgłębiając się w charakter uznawanych przez rożne religie bóstw i stosunek człowieka do nich, współcześni znawcy tego zagadnienia twierdzą, że człowiek nawet w religiach, które określamy jako kosmiczne, politeistyczne, czy panteistyczne — magia, fetyszyzm, czy animizm — szukał jako osoba kogoś, a nie czegoś: kogoś, kto mógłby odpowiedzieć na pytanie o sens życia, pomóc w trudnościach życiowych. Jeśli oddawał cześć boską słońcu, nie zawsze to oznaczało, że adoruje zjawiska materialne. Najczęściej traktował je jako hierofanie, tj. manifestację tajemniczej potęgi i tę właśnie potęgę uwielbiał.

Nawet najbardziej prymitywne religie ludów pierwotnych, które dotąd uważano za zwykłe bałwochwalstwo, gdyż ludy te czciły rożne przedmioty, drzewa, skały, zwierzęta, zawierały w sobie wiarę w jakąś niebiańską, boską istotę, w stwórcę wszechświata, który zapewnia płodność ziemi dzięki słońcu i deszczom Znany historyk religii Mircea Eliade, w „Traktacie o historii religii”, wymienia kilkanaście pierwotnych ludów z północnej i środkowej Azji jak Samojedów, Korjaków, Eskimosów, Mongołów, Tatarów — a także dawne plemiona australijskie Andomanów i stwierdza że we wszystkich ich kultach natrafić można na ślady kultury istoty najwyższej. I tak np. u Korjaków naczelne bóstwo nazywa się "jeden z wysoka", "pan wysokości", "ten, który istnieje". Eskimosi ze środkowej Arktyki wierzą, że ich najwyższe bóstwo mieszka w niebie i nazywają istotą niebiańską” (Mircea Eliade: "Traktat o historii religii" .Warszawa 1966, ss. 30, 44, 60, 65, 457). Tak więc w każdej nieomal religii stwierdzić można, że człowiek jako osoba szukał i nadal szuka bliskiego kontaktu z istotą najwyższą, tj. z Bogiem jako Osobą. Nie wgłębiając się w takie religioznawcze dociekania, biskup Franciszek Hodur określił personalny charakter odniesienia człowieka do Boga.

W dziełku pt. "Słowa prawdy, pociechy i zachęty" pisał. „Religia jest żywym związkiem człowieka z Bogiem, jest najpotężniejszym, najszlachetniejszym i najświętszym uczuciem ludzkiego serca i najwyższym wzlotem ludzkiego rozumu. Powstaje w tajni duszy, objawia się w wierze, ufności bez granic i w dobrych, społecznych czynach.” (F. Hodur: „Słowa prawdy, pociechy i zachęty” . Scranton Pa., 1947, s. 23).

W "Katechizmie polskiej wiary" biskup Hodur postawił pytnie: czym jest religia? I odpowiedział na nie: „Religia jest to stosunek człowieka do Boga, ujawniający się w aktach czci, miłości i posłuszeństwa. Religia jest to uznanie przez człowieka wyższej nad sobą Istoty, zwanej Bogiem i ustosunkowania się do tej Istoty przez akt rozumu i uczucia. Religia jest to Boże życie w człowieku . (F. Hodur: ”Katechizm polskiej wiary”. Scranton, Pa., 1931 s. 77)

Po odpowiedzi na pytanie, czym jest religia, pozostaje do rozwiązania pytanie trudniejsze, zawarte w tytule referatu, a mianowicie: czy człowiek jest istotą religijną? Czy religia jest zakorzeniona bycie ludzkim, czy jest istotną cechą człowieka, czy należy do jego natury? O człowieku mówi się i pisze, ze jest "homo sapiens" - człowiek rozumny, „homo socialis” - człowiek istota społeczna,  ”homo faber” - człowiek rzemieślnik - i te stwierdzenia są niepodważalnymi określeniami bytu ludzkiego. Ale czy tak samo można o człowieku powiedzieć, że jest „homo religiosus” ?

Kto chce znaleźć odpowiedź na to pytanie, musi sięgnąć do kultury ludzkiej, a zwłaszcza historii religii, gdyż one dostarczają dużo materiału empirycznego, by można było powiedzieć, że religia jest zjawiskiem nieodłącznym od życia ludzkiego. Wszędzie, gdzie pojawia się człowiek, rozwija się aktywność religijna. Powszechność występowania aktów religijnych nie podlega dyskusji. Wprawa historia religii notuje liczne fakty ateizmu, a historia wspólczesna dostarcza tych faktów najwięcej, niemniej jednak jest także prawdą, że miliony ludzi doświadczają Boga w osobistych przeżyciach, że wznoszą się ku Niemu myślą i uczuciem, wyrażają swą zależność od Boga, czują się wobec Boga odpowiedzialni za swe czyny, oddają Bogu hołd, dziękują, proszą o łaski i przebaczenie.

Panież Jan Paweł II w encyklice „Redemptor hominis” pisał: "Religia jest to zjawisko powszechnie towarzyszące dziejom czlowieka od początku. (...) Na różnych drogach, ale przecież jakby w jednym kierunku postępuje to najgłębsze dążenie ducha ludzkiego, które wyraża się w szukaniu Bogi. (...) Dziedzictwo ducha ludzkiego wypowiedziało się we wszystkich religiach”.

Znany współczesny teolog Hans Küng - profesor teologii dogmatycznej i fundamentalnej w Uniwersytecie w Tübingen w dziele ”Być chrześcijaninem” pisał na temat nieprzemijalności religii.

” W XIX i na początku XX wieku byli tacy, którzy oczekiwali, żywili nadzieję, a nawet ogłaszali koniec religii. Nikt jeszcze nie zwrócił uwagi na to, że oczekiwanie, nadzieja, proklamacja nie ma żadnej podstawy. Podobnie głoszenie „śmierci Boga” nie stało się bardziej prawdziwe z powodu uporczywego powtarzania. Przeciwnie, nieustanne powtarzanie tego proroctwa, które w sposób rzucający w oczy nie zostało spełnione, wywołało u wielu ateistów sceptycyzm co do końca religii” (Hans Küng: „On Being a Christian”, New York 1976, s. 60).

Podobnie o powszechności religii, o jej konieczności dla duchowego rozwoju człowieka, a także o religijności człowieka zaplanowanej przez opatrzność Bożą, wyrażał się biskup Franciszek Hodur: ”Wskutek źle pojętej religii człowiek albo zaniedbuje swe boskie prawa życia, albo je przekracza, lekceważy i próbuje obejść się bez nich. Wykoleja się na jakiś czas. (...) Człowiek, czy naród, gardzący duchowym, nadprzyrodzonym życiem, podobny jest do potężnego konaru odciętego od pnia drzewa szalonym wichrem, albo i do całego drzewa, wyrwanego z korzeniami z łona ziemi. Przez jakiś czas żyje i konar, i drzewo, ale tylko przez czas krótki. (...) Opatrzność Boża nie niszczy swego porządku we wszechświecie, a nawet przewrotności człowieka, narodu, czy wielkiego odłamu ludzkości... Nie odbiera człowiekowi wolnej woli, nie tłumi naturalnych pragnień, ale zbliża się moment, kres, przez który nie przejdzie ożywiony tylko przyrodzonymi siłami”. („Apokalipsa”, dz. cyt., s. 216—217).

Oprócz argumentu opartego na powszechności wierzeń religijnych dla uzasadnienia twierdzenia, że człowiek jest istotą religijną, teologowie przytaczają argument zaczerpnięty z osobowej struktury człowieka oraz z jego przygodności. Słynny holenderski teolog Schillebeeckx w dziele pt. „Dieu et l’homme” (Paris 1965) stara się wykazać, że w osobowej strukturze człowieka wpisana jest otwartość na byt osobowy. Człowiek odcięty od innych osób nie mógłby realizować swego osobowego życia i tylko przez kontakty z innymi staje się osobą, czyli życie autentycznie ludzkie implikuje obecność drugiej osoby. Człowiek jest takim bytem, jedynym wśród bytów dotąd nam znanych, którego interesuje jego własne istnienie, jego życie, dlatego nieustannie stara się wniknąć w jego sens. I właśnie w pytaniu o sens życia przewija się najbardziej transcendencja osoby ludzkiej. Poszukując podstawy swego bytu, człowiek poszukuje nie tyko swego pochodzenia, lecz również swego celu. W tym szukaniu, nieustannym badaniu, dochodzi człowiek do przeświadczenia, że jest bytem przygodnym, niepełnym, zmierzającym ku zakończeniu swego istnienia , co dokonuje się w chwili śmierci. Tu właśnie świadomość swej przygodności, niewystarczalności, jak też przygodności i niepełności innych bytów osobowych, postuluje istnienie bytu pełnego, absolutnego, który byłby uzasadnieniem i dopełnieniem osobowego życia człowieka. Innymi słowy człowiek jako osoba, ze swej natury potrzebuje dopełnienia swojej osobowości, którego nie mogą mu dać w całości inne osoby tak jak on przygodne, niepełne, niedoskonałe, co może mu dać tylko Osobowość najwyższa — Bóg — Stwórca człowieka i całego wszechświata.

 

 

Religijność zatem człowieka nie jest czymś zmiennym, uwarunkowanym, przypadkowym, ale stanowi właściwość zakorzenioną w Łnej naturze człowieka i dlatego można o człowieku powiedzieć, że
jest „istotą religijną”. (Por. Zofia J. Zdybiecka: „Człowiek i religia”, w: Mieczysław Krąpiec: „Ja — człowieka”, Lublin 1947, s. 314—361).
Biskup Franciszek Hodur w swych rozważaniach na tematy religijne nie rozstrzygał tego problemu tak szeroko i dogłębnie, ale w jego prostych wypowiedziach, takich np. jak: „Człowiek skłania się naturalnym pędem ku Bogu, jako źródłu i celowi swego istnienia i z religii czerpie natchnienie, pociechę i zachętę do walki o byt...”, albo z wyżej wzmiankowanego, że religia „jest najświętszym uczuciem ludzkiego serca i najwyższym wzlotem ludzkiego rozumu”, że „powstaje w tajni duszy”, można wysnuć uzasadniony wniosek, że uważał religię za kategorię antropologiczną, za istotną cechę człowieka.
Przy omawianiu zagadnienia „Człowiek — istota religijna” warto zwrócić uwagę na wielopostaciowość religii. Wiliam James w dziele pt. „Doświadczenia religijne” słusznie podzielił religię na dwie części: na religię instytucjonalną, tj. religię zorganizowaną w Kościół, dla której sprawą zasadniczą jest kult, ofiary, doktryna teologiczna, organizacja kościelna, swoista etyka wypływająca z doktryny oraz na religię osobistą, w której każdy człowiek, zgodnie z własnym sumieniem i stanem umysłu, wchodzi w osobisty kontakt z Bogiem. Religia instytucjonalna jest wielopostaciowa. Istnieje mnóstwo Kościołów, wyznań, wielka różnorodność dróg do Boga. Religia osobista, w każdym człowieku inna, budzi przeżycia i doświadczenia różne, jednak jej rdzeń, jej istota zawsze jest ta sama: chodzi o osobisty dialog z Bogiem, w którym człowiek uznaje swoją małość, zwraca się do Boga jako do swego Stwórcy i Pana, jak do swego Ojca i uzyskuje dzięki tej łączności i łasce Bożej — odrodzenie wewnętrzne.
O tej właśnie sile tkwiącej w religii, zdolnej przemienić człowieka, odrodzić go duchowo, pisał i mówił catęsto biskup Franciszek Hodur. Odrodzenie, według niego, „stan przemieniania się człowieka w nową duchową istotę. Jest to poznanie swego stosunku do Boga, a przez to zbliżenie się do Stwórcy i zjednoczenie z Nim ściślejsze”. Dla religijnie odrodzonego człowieka „Bóg jest punktem wyjścia, miarą jego pracy i ukoronowaniem każdej czynności. On żyje w obliczu Boga, czuje Jego obecność, wpływ Jego łaski... zmienia się jego stosunek do świata i ludzi... przestaje być łapczywy, zakłamany, żądny zmysłowej rozkoszy. Bogactwo i sława, i zaszczyty, i używanie zmysłowe, mają dla niego wartość względną, przejściową. To przemijające objawy ludzkiego życia, dla których nie warto narażać odwiecznych interesów duszy, dóbr duchowych. Nie znaczy to jednak, by odrodzony człowiek miał zaniedbywać swe doczesne sprawy, by miał być złym obywatelem, robotnikiem, nauczycielem, księdzem, lekarzem
— o nie, owszem, odrodzony człowiek spełnia wszystkie swe obowiązki sumiennie, rzetelnie, wiernie, akuratnie, bo uważa, że wypełnianie obowiązków swego powołania jest nieodzowne do należytego i sprawiedliwego ukształtowania się ludzkich stosunków na ziemi... przyczynia się w wysokim stopniu do harmonii życia, do powolnego ziszczenia się zadań Królestwa Bożego na świecie” (F. Hodur: „Nasza miara”, w: „Pisma”, t. 1. Warszawa 1967, s. 115—116).
Odrodzony wewnętrznie wierzący człowiek, istota religijna, według biskupa Hodura ma obowiązek nieustannego doskonalenia się, gdyż Bóg nie stworzył człowieka doskonałym, skończonym tworem, ale słabym, skłonnym do dobrego i złego, skazanym na ustawiczną pracę, cierpienia i walkę, upadki i zwycięstwa. Sam Bóg pragnie, by człowiek dążył do doskonałości, gdyż jest to właściwość ludzkiej istoty. Jeśli człowiek spełnia tę wolę Bożą, wtedy wspina się coraz wyżej po drabinie swego przeznaczenia; rozwija umysł, obejmuje nim wszechświat, uszlachetnia serca i pojmuje lepiej i kocha Boga, opanowuje martwą przyrodę i czyni swoją pomocnicą, i staje się coraz bardziej społeczną istotą, widzącą we współpracy człowieka z człowiekiem cel swego doczesnego życia („Pisma”, t. 1, dz. cyt., Warszawa 1967, s. 19).
Celem człowieka jako istoty religijnej jest — według biskupa Hodura — oprócz dążenia do Boga, swego Stwórcy i najlepszego Ojca — budowanie Królestwa Bożego na ziemi. Królestwo to pojmował Organizator Kościoła Narodowego jako doskonałe ludzkie społeczeństwo, oparte o miłość, pokój, braterstwo, sprawiedliwość. Człowiek bowiem, jako istota materialna i duchowa, posiadająca w sobie pierwiastek odbłysku Boga, nie może się zadowolić niedoskonałym porządkiem rzeczy na świecie... i z natury swej dąży do powołania do bytu takiego porządku, który byłby godnym Boga... czyli, innymi słowy, do zaistnienia Królestwa Bożego — takiego królestwa, które byłoby zrealizowaniem pragnień i tęsknot wszystkich szlachetnych ludzi. Niektórzy ludzie — pisał biskup Hodur— mają mylne wyobrażenie o Królestwie Bożym. Myślą, że to tylko stan błogosławionych po śmierci, w krainie niebieskiej, a to jest Boży porządek w doczesnym i wiecznym życiu. („Apokalipsa”, dz. cyt., s. 185—186).
W tym miejscu, mimo woli, przychodzą na pamięć słowa Augusta Cieszkowskiego, zawarte w jego dziele pt. „Ojcze nasz”: „Do gotowego dziś Eldorado niech sobie duchowi leniwce wzdychają; nam potrzeba naszą Ziemię Obiecaną własnym działaniem zagaić, zasadzić i wykształcić. Pod tym tylko warunkiem posiądziemy ją, a to czynne posiadanie jest właśnie Epoki trzeciej (Epoki Ducha Świętego — E.B.). zadaniem”. (A. Cieszkowski: „Ojcze nasz’,, t. 1, s. 138).
Pozostał mi na zakończenie referatu jeszcze jeden pogląd Organizatora Kościoła Narodowego na temat religii, można by powiedzieć, pogląd swoisty, oryginalny, zrozumiały ze względu na okoliczności, v/ jakich został przedstawiony, zrozumiały na kanwie szczerego patriotyzmu autora, patriotyzmu tym gorętszego, że w tym czasie jego daleka, umiłowana Ojczyzna — Polska tkwiła jeszcze w okowach niewoli.
W pierwszej Konstytucji, czyli zasadach i ustawach Polskiego
^mo bvr dla naszego społeczeństwa, kto nas uczy, kto
^ i duch o wyS Zbę d zi^w^ nasf będzie ^ zę ści^nas zeg o^ naro
fefteP^ZŚ a^^Scy^Sb^obc^lu-i^'‘' beda siedzieć w Rzymie albo Berlinie, Petersburgu to naród I V nfp 7dobedzie najprawdopodobniej wolności, me będzie mgd>
\ -- ale tylko przeżuwaczem obcych myśli, cudzych owocow pod-
fc?«kiem dla zdrowych i mocnych społeczeństw pozostanie cherla-EmiSm i duchowym nad którym ludzkość: przejdź*i do po-Irridku dziennego”. (Księga Pamiątkowa „33 bcranton, ira., ia ,
Btp-tfiezbyt obszerne rozważania o czołwieku, jako istocie rełigij-
Ł rap poytóż
'ego twórczości, tylko w drobnych fragmentach cytowanej w refcacie, można wysnuć wnioski następujące.
1) Każdy człowiek wierzący, a więc_ człowiek religijny, winien *^Rehgiaejest°IywąS1więrią człowieka z Bogiem, czyli posiada cha-
iŁ-:ter os°b°wy- „kształtowany przez Opatrzność Bożą, jako istota choć — nrimoto — ^est wolny w manifestowaniu swojej „an; rnn-żfa nawet stać się człowiekiem areligijnym.
! Człowiek religijny ma obowiązek dążyć do wewnętrznego od-r--łzenia ,do doskonalenia się duchowego, intelektualnego i izycz
Ff Najlepsza atmosferę do duchowego i religijnego rozwoju członka wprowadza religia narodowa, której kapłani są dobrymi syn I Z swojej ojczyzny, znającymi jej język, historię i kulturę.
Ks. doc. dr EDWARD BAŁAKIER