Z życia Kościoła. Warszawa 8-9 kwietnia 1986 r.
Sympozjum Naukowe w 120 rocznicę urodzin Biskupa Franciszka Hodura

„Filozofia teologii społecznych uwarunkowań kościelnej działalności biskupa Franciszka Hodura”

Bp prof. dr Maksymilian Rode
Chrześcijańska Akademia Teologiczna w Warszawie
Warszawa1986_04_08-09









zobacz: przebieg uroczystości...

I. Ks. Franciszek Hodur ortodoksyjnym kapłanem rzymskokatolickim.

Nie ulega wątpliwości, że fundamentalną postawę ideową, światopoglądową, biskupa Franciszka Hodura ukształtował Kościół Rzymskokatolicki. Najpierw uczyniło to rodzinne, jak i parafialne i wczesnoszkolne, rzymskokatolickie wychowanie do matury czyli  świadectwa dojrzałości w gimnazjum p w Św. Anny w Krakowie włącznie. Zewnętrznym tego wyrazem było jego wstąpienie do rzymskokatolickiego seminarium duchownego w Krakowie. Kilka tu , w więcej niż koszarowej dyscyplinie, spędzonych lat zarówno teoretycznie, jak i praktycznie, trwale dopełniło rzymskokatolicyzmem w neoscholastycznym ukierunkowaniu jego młodzieńczą osobowości. Już jako kleryk, będąc głęboko wierzącym katolikiem, ale i krynicznie  myślącym młodzieńcem, zachowując i realizując tradycyjne  poglądy i nierówności miedzy ludźmi. Zarówno wśród  ludności miejskiej, jak i szczególnie wiejskiej. I tu już poczynają się rodzić w umysłowości młodego studenta bardzo istotne i ważne spostrzeżenia: teologia katolicka teoretycznie głosi wolność, równość, braterstwo wszystkich ludzi, praktycznie jednak nie jest w pełni i konkretnie realizowana żadna z tych fundamentalnych społecznych zasad chrześcijansta, nie mówiąc już o miłości bliźniego jak siebie samego, i sprawiedliwości, przeciwnie — triumfy święcą ich przeciwności i przeciwstawności. Niewola polityczna i gospodarcza Polski. Bogactwo panów i bieda szerokich warstw ludności miejskiej i wiejskiej Walka klasowa sytych i głodnych kapitalistów i robotników, feudałów i chłopów. I łatwo, analitycznie myślący student-kleryk Franciszek Hodur , z pewnością doszedł do sformułowania tezy: Prawdziwość doktryny, również teologicznej, faktycznie warunkowana jest stopniem jakości jej realizacji w praktyce. Można domniemywać, ze doszły do niego krytykujące rzymskokatolicyzm poglądy modernistów, dalej i racjonalistów drugiej połowi XIX w., a był też już wtedy pod uzależniającym go wpływem filozofii polskich mesjanistów, zwłaszcza Hoene Wrońskiego, Trentowskiego, Towiańskiego, nie mówiąc tu o naszych wieszczach, szczególnie Mickiewiczu i Słowackim, oraz o innych pisarzach i poetach. Zapalił się też z pewnością w pierwszych latach po ukazaniu sie encykliki pap. Leona XIII (1891) "Rerum novarum" do realizacji jej treści, ale nie obca była mu też treść Manifestu komunistycznego i już pod koniec 1890 roku mocno rozwiniętego ruchu proletariackiego nie tylko w Polsce, Austrii, Rosji, ale w ogólę w świecie. Można dalej, znając ex post osobowość biskupa Franciszka Hodura również domniewywać, że już wtedy jako młody kleryk postanowił w przyszłej swojej pracy duszpastwerskiej dążyć do likwidacji tych tych antynomii między ludźmi i tej rozbieżności między katolicyzmem w teorii i w praktyce. Zafascynowały go też wtedy postępowe, demokratyczne poglądy społeczne ks. Stanisława Stojałowskiego (1845-1911), których istotę stanowił postulat wolności ekonomicznej oraz społecznej i politycznej równości chłopów z członkami innych wtedy uprzywilejowanych klas i warstw społecznych. W demokratyzującej się postawie społecznej — tak, już tu w Polsce, a nie dopiero nieco później nagle w Ameryce — i intelektualnej formacji krytycznie i równocześnie wnikliwie myślącego, a także wewnętrznie głęboko religijnego, młodego Franciszka, urealnia i upraktycznia się  t o l o g i a.  Otrzymawszy w Krakowie niższe święcenia od kardynała Albina Dunajewskiego, wyjechał Franciszek Hodur wraz z rzesza Polaków do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Kiedy zaś, wyładowawszy w Ameryce, zgłosił się do rzymskokatolickiego amerykańskiego seminarium duchownego pw. św. Wincentego, z pewnością po wnikliwym egzaminie, czy rozmowie z nim przełożonego czy przełożonych tegoż seminarium i zreferowaniu jego sprawy miejscowemu biskupowi, tenże biskup W. O'Hara uznał jego teologczne wykształcenie i wychowanie za wystarczająco wysokie, w krótkim bowiem czasie, bo już po kilku miesiącach, dnia 19 sierpnia 1893 roku udzielił mu święceń kapłańskich. Znając pilność i pracowitość biskupa Franciszka Hodura można domniemywać, że pierwsze lata swojego rzymskokatolickiego kapłaństwa i duszpasterzowania jako wikariusz w Scranton, a następnie jako rzymskokatolicki proboszcz w Nanticoke, dokształcał się i na bieżąco dostatecznie orientował się w stanie i rozwoju teologii rzymskokatolickiej, wszelako młody i bystry intelektualnie ks. Franciszek Hodur szybko też zorientował się w panującej i tu w Ameryce nierówności społecznej i wyzysku Polaków przez inne narodowości. Bazą tego wyzysku był jednak nie polityczny amerykanizm a rzymski katolicyzm, realizowany tu przede wszystkim przez rzymskokatolickich niemieckich i irlandzkich biskupów i ich współpracowników. Ks. Franciszek Hodur widział tu znowu rozbieżności i to zasadnicze między głoszoną urzędowo rzymskokatolicką teologią, mającą być teologią chrześcijańską, katolicką, ewangelijną, a codzienną praktyką, a konkretnymi stosunkami międzyludzkimi. Widział podwójne rozbieżności: z teologią Jezusa Chrystusa, zawartą w Piśmie św. i Tradycji i z praktycznym stosunkiem biskupów do księży i między sobą i ich katolików swojej narodowości i narodowości innych, zwłaszcza do narodowości polskiej. Nie mógł uwierzyć, aby ten stan i tu w Ameryce panujący rozdźwięk społeczny, owszem serwilizm, argumentowany swoiście interpretowaną teologią katolicką, miłość bliźniego u Polaków miała się wyrażać w potulnym słuchaniu i wykonywaniu często niesprawiedliwych i krzywdzących Polaków rozkazów biskupów i księży irlandzkich czy niemieckich, a również ich współpracowników i współplemieńców świeckich był znany w Watykanie! Nie mógł zrozumieć, aby papież m.in autor encyklik społecznych, a szczególnie wspomnianej już "Rerum Novarum", mógł tolerować te rozbieżności, tę nierówność, to - zwłaszcza niedopuszczenie Polaków do doradztwa kościelnego, owszem i do kontroli finansowej i majątkowej parafii jako wspólnoty, czy administracyjnie ujętej społeczności chrześcijańskiej katolickiej, a szczególnie nie wyrażenie zgody na tytuł własności kościoła przez Polaków i za ich pieniądze pobudowanego, ten wyzysk i pogardzanie innymi narodowościami, to szarganie teologii i teologią. Chyba o tym - myślał ks. Franciszek Hodur - papież nie wie! Postanowił więc udać się do Rzymu, do papieża, aby przedstawić mu i jego wspólpracownikom panującą tu sytuację społeczną i teologiczną i zyskać dla laków przynajmniej równe prawa z innymi narodowościami w zakresie życia religijno-kościelnego, a teologii przywrócić jej ewangeliczną postać i Chrystusowy obiektywizm. Ale jeszcze na kilka miesięcy przed wyjazdem do Rzymu, który nastąpił w styczniu 1898 roku, a więc w maju 1897 roku ks. Franciszek Hodur, który już wraz z coraz rosnącą rzeszą oddanych mu Polaków pogłębiał i upowszechniał idee unarodowienia Kościoła, w artykule pt. Kościół Narodowy bardzo wyraźnie napisał: „Żeby nasz Kościół Rzymskokatolicki stał się narodowym (czyli: polskim), nie trzeba koniecznie zrywać z Rzymem i tworzyć jakąś nową sektę odmienną. Nie, z prawd przez nas dotychczas wyznawanych nie odrzuciliśmy żadnej, żądać tylko winniśmy w ustroju społeczno-administracyjnym reform w duchu demokratycznym. I tak niesłychanym jest przecież anachronizmem na dzisiejsze czasy, że naród polski nie ma żadnego wpływu na wybór biskupów i księży dla siebie przeznaczonych”. A zatem ks. Franciszek Hodur nie chciał odrywać się od Rzymu, nie chciał tworzyć sekty!

Przybywszy do Rzymu ks. Franciszek Hodur mimo rozlicznych starań nie został przyjęty przez papieża, ani złożone przez delegację postulaty nie zostały uwzględnione, a kiedy jesienią tegoż 1898 roku nadeszła od legata papieskiego w Waszyngtonie pisemna odpowiedz odmowna, negatywna, ks. Franciszek Hodur po naradzie z kilkuset liczącą grupą Polaków tego rodzaju treści pisma nie przyjął do wiadomości, przeciwnie, zdecydowanie ją odrzucił, co przekazał miejscowym biskupom rzymskokatolickim i legatowi papieskiemu w Waszyngtonie. W kolejnej ich odpowiedzi spotkała ks. Franciszka Hodura ekskomunika, klątwa, a więc praktycznie i formalnie wyłączenie z Kościoła Rzymskokatolickiego. Można więc bardzo wyraźnie powiedzieć: Franciszek Hodur aż do czasu formalnego wyłączenia go a zarazem później i własnego wyłączenia się z Kościoła Rzymskokatolickiego był ortodoksyjnym kapłanem rzymskokatolickim. I to teologiczne, doktrynalne, rzymskokatolickie uzależnienie, nawet w tych kilkudziesięciu następnie latach samodzielnej i niezależnej działalności kościelnej w postaci zorganizowania Polskiego Narodowego Katolickiego Kościoła i wypowiadania oraz realizowania własnych, innych niż rzymskokatolickie, poglądów i praktyk, nie opuszczało go, przeciwnie - w dużej mierze, nieraz i warunkowało jego działalność i niektóre jego — jak to już powiedziałem — poglądy.

Ale trzeba jeszcze zwrócić uwagę na inne ważne uzależnienie, inne — i to wybitnie społeczne uwarunkowanie, które stało się nie tylko ważnym, ale — twierdzę — iż równorzędnym z jego teologicznym wykształceniem i wychowaniem, zwłaszcza czasu jego lat studiów i pierwszych lat działalności kapłańskiej współczynnikiem całej jego następnie działalności kościelnej, a mianowicie panującej — o czym już wspomniałem i celowo powtarzam — ówcześnie w Polsce stosunki polityczne i społeczno-gospodarcze, a potem stosunki społeczne panujące w Ameryce wśród Polaków, wyzyskiwanych a równocześnie i poniżonych, zwłaszcza przez duchowieństwo irlandzki i niemieckie. W umyśle młodego wpierw kleryka a potem kapłana rzymskokatolickiego, a później biskupa organizatora Polskiego Narodowego Katolickiego Kościoła i reformatora kościelno-teologicznego w swoim czasie poznane poglądy społeczne ks. Stanisława Stojałowskiego i jego praktyczna działalność, jako też wspomniane stosunki polityczne i społeczno-gospodarcze w Polsce, będącej pod zaborami, a następnie i w Ameryce zastane niesprawiedliwości społeczne nawet w zakresie spraw teologiczno-kościelnych czy wyznaniowych, w jednoczesnej ich z wynikiem negatywnym komparacji z ideologią społeczną, zawartą na kartach Pisma św. Nowego Testamentu i realizowaną w pierwszych wiekach chrześcijaństwa przez chrześcijan tych pierwszych wieków, te sprawy społeczne, te nierówności i niesprawiedliwości społeczne zajmowały zawsze istotnie ważne miejsce w całej działalności biskupa Franciszka Hodura i w znacznym stopniu ją warunkowały.

Można więc powiedzieć, że zarówno teologia rzymskokatolicka, jak i niesprawiedliwości i nierówności społeczne widziane w Polsce i w Ameryce stały się podstawowymi społecznymi uwarunkowaniami kościelnej samodzielnej i kościelnie niezależnej działalności biskupa Franciszka Hodura. Działalności opartej w przyszłych latach nie tyle o ortodoksyjną teologię rzymskokatolicką, ile w dużej mierze pod wpływem owych uwarunkowań o swoją filozofię tej teologii. Celem tej działalności, celem pierwszym, czasowo biorąc, było wyzwolenie Polaków z ucisku i zależności od obcych biskupów i duchownych, też spod niesprawiedliwej wobec Polaków w ogóle, a żyjących mieszkających szczególnie w Ameryce Północnej, postawy papieża, krzywdzącego stosunku Kościoła Rzymskokatolickiego. I tak można tu stwierdzić, iż teoretycznie i praktycznie ks. Franciszek Hodur może być uważany za prekursora dzisiaj tak dyskutowanej teologii wyzwolenia. Za prekursora teologii wyzwolenia ludu polskiego w Ameryce spod niewoli ideowej i materialnej, pieniężno-ekonomicznej, papiestwa i biskupów oraz duchowieństwa irlandzkiego i niemieckiego, w ogóle rzymskokatolickiego, i to w zasadzie środkami i sposobami pokojowymi. Zostały one ujęte w naczelnym haśle działalności biskupa Franciszka Hodura...

Ks. Franciszek Hodur do Ameryki wrócił z inną wizją Kościoła, wizjąą opartą w Jego rozumieniu o Pismo św. i Tradycję, ale i uwarunkowaną społecznymi potrzebami ludzi, konkretnie — Polaków, zarówno w zakresie ich aktualnego ziemskiego, jak i pozagrobowego życia.

Kiedy w 1898 roku biskupi rzymskokatoliccy rzucili klątwę na biskupa Franciszka Hodura i stosowali wobec niego wraz ze swoimi duchownymi i świeckimi rzymskokatolikami różnego rodzaju szykany, również w stosunku do wyznawców organizowanego Polskiego Kościoła, do zwalniania ich z pracy i aresztowań włącznie, biskup Franciszek Hodur w książce pt. N o w e   D r o g i   (Scranton, 1901) m.in. napisał: "Lud Scrantoński i ci, co z nim trzymają, znają tyko jednego biskupa, jednego mistrza nad sobą, Jezusa Chrystusa, znają księży, którzy mają w Jego imieniu głosić ewangelię czystą, żyć po Bożemu i naród do Boga prowadzić. Infuła jest dla nas symbolem tyranii, przewrotności, a pastorał przypomina bat ekonoma i nahajkę kozacką. Więc precz z infułami, precz z pastorałami" . W książce zaś już wyżej wspomnianej,  J a k i   K o ś c i ó ł   m.in.  napisał: "Nie będzie ten Kościół (tj. organizowany i następnie zorganizowany i działający - Polski Narodowy - jakiś czas zwany Reformowany, potem — Katolicki Kościół) głosił nauki o Bogu, objawiającym sie na podobieństwo człowieka: Mściwym, kapryśnym, niesprawiedliwym, ale o Bogu-Ojcu powołującym do bytu miliardy wszechistot, a nade wszystko ”człowieka”..., który „będzie rósł pod miłościwą opieką Ojca-Stwórcy”... „aż się (człowiek, n) zbliży do swego przeznaczenia, swego celu i szczęścia ostatecznego. Az się stanie godnym świadomego współistnienia i współdziałania z Bogiem". To już jest w dużej mierze teologiczna filozofia biskupa Franciszka Hodura. Ale dalej pisze: „nie będzie straszył Kościół takim piekłem, w które sam nie wierzy”... „Nie będzie się panoszył w Chrystusowym Kościele nowego czasu papież-krol, wyrosły na średniowiecznym fanatyzmie... Duch Boży będzie panował w tym nowożytnym Kościele, nie tylko w niedzielę, w natchnionym kazaniu na ambonie i ołtarzu, nie tylko w rozmodleniu pobożnych, szlachetnych mas ludu, ale w każdym świadomym, dobrowolnym akcie robotnika, wytwarzającego dla wspólnego dobra nowe bogactwa, w każdym prawie, uchwalonym w narodowym zgromadzeniu, w każdej czynności urzędnika-obywatela współtwórcy i współwykonawcy w wielkim społecznym warsztacie. Nowożytny Kościoł Chrystusowy nie będzie błogosławił ani tolerował kast i uprzywilejowanych stanów. Skruszy bałwany, przed którymi się kornie modlono i składano ofiary z godności i szczęścia ludzkiego. Biskupi, księża nie będą stanowili w Chrystusowym Kościele uprzywilejowanej, pasożytniczej klasy obwarowanej prawem Kościoła i państwa, ale będą światłymi, pożytecznymi obywatelami społeczeństwa, tłumaczami Chrystusowej ewangelii, moralnych praw objawionych w istocie widzialnego świata i w szczególniejszym stosunku Boga do człowieka, wyrażonym tak często w mistycznych przejawach Stwórcy... Gdy nowożytny ksiądz będzie sam prowadził życie moralnie piękne, obywatelskie pożyteczne, ... gdy będzie badał Prawdę i głosił ją ludowi..., gdy będzie dźwigał, cieszył, umacniał, to któż nazwie wtedy takiego księdza, tego Bożego robotnika, chwastem, pijawką, pasożytem albo przeklętym paskarzem narodu?”. Ostro osądzał też i przedstawiał papiestwo. Przytoczył też biskup Franciszek Hodur opinię w tym zakresie jednego z papieży, mianowicie pap. Hadriana VI o stanie Kościoła wypowiedzianą w 1523 roku: „My wiemy, że działy się wstrętne rzeczy u stóp stolicy świętej. Wszystko tu było, zbezczeszczone. Zło rozpoczęło się w głowie, a przeszło do członków. To jest zdumiewające. My wszyscy, prałaci i kler, zeszliśmy z drogi prawej i przez długi czas nie było między nami ani jednego który by dobrze czynił”. Wreszcie bardzo krytycznie ocenia biskup Franciszek Hodur dzieje Kościoła Rzymskokatolickiego, zwłaszcza również ostatnich kilku wieków, szczególnie w tym i samego rzymskiego katolicyzmu, a czyni to w aspekcie filozoficznie ujętej, w dużej mierze własnej interpretacji, teologii m.m. w pracy  P r a w o   i s t n i e n i a   P o l s k i e g o   N a r o d o w e g o   K o ś c i o ł a .  W Liście, skierowanym do Ignacego Paderewskiego, a wydrukowanym pt. R z y m   c z y   P o l s k a   biskup Franciszek Hodur m.in. stwierdza, iż niemal wszyscy wielcy polscy uczeni byli antyrzymscy albo nie byli prawowiernymi rzymskimi katolikami. Pisze m.in. tak „ Najznakomitsi polscy filozofowie XIX wieku, to Hoene-Wroński, Trentowski, Cieszkowski, Libelt i Struve, ale żaden z nich nie był prawowiernym katolikiem’’. I na wielu innych jeszcze miejscach i w późniejszych latach swojej kościelnej działalności biskup Franciszeki Hodur pisał i wypowiadał się bardzo krytycznie o Kościele Rzymskokatolickim, o rzymskokatolicyźmie, jako o odbiegającym od ducha i treści Ewangelii systemie, o niegodnych kapłanach, o fałszywej legitymacji wystawionej przez przedstawicieli tegoż Kościoła, zwłaszcza papieży — legitymacji uprawniającej do wejścia do nieba albo wtrąceniem do piekła. I aczkolwiek z większym czy nasileniem to bardzo negatywne nastawienie biskupa Franciszka Hodura do Kościoła Rzymskokatolickiego charakteryzuje całe jego życie i całą Jego kościelną działalność, w której jednak dominowały momo wszystko Jego własne spojrzenia teologiczne, niejednokrotnie bardziej filozoficzne i uzależnione od faktów społecznych i ich uwarunkowań, to jednak rok 1907 zajmuje tu szczególne miejsce. Dlaczego?

 

II. Rok 1907 - ks. Franciszek Hodur biskupem starokatolickim, a Polski Narodowy Katolicki Kościół w rodzinie Kościołów Starokatolickich Unii Utrechckiej.

Jak z innych referatów czy skądinąd wiemy, czy dowiemy się, 29 września 1907 roku ks. Franciszek Hodur przyjął czy otrzymał sakrę biskupią w Utrechcie z rąk biskupów starokatolickich mianowicie arcybiskupa Gerarda Gulla i współkonsekratorów J. van Thiela z Haarlemu i M. B. Spita z Deventeru, a tym samym przyjąwszy uprzednio Deklarację Utrechcką z 1889 roku sam stał się członkiem Międzynarodowej Konferencji Biskupów Starokatolickich z siedzibą w Utrechcie, a Polski Narodowy Katolicki Kościoł został zaliczony do rodziny Kościołów Starokatolickich. W tym jednak bardzo doniosłym fakcie zawarte jest nie tylko odejście od poglądów na biskupstwo a poprzez jego pojęcie ma istotę Kościoła tak Franciszka Hodura, jak i współpracującego z nim juz dość licznego grona świeckich i duchownych narodowców, ale i od społecznych uwarunkowań, które determinowały go i ukierunkowywały jego kościelną działalność po powrocie z Rzymu. Odejście od poglądów na biskupstwo a poprzez jego pojęcie na istotę Kościoła bo m.in. zebrani pod jego przewodnictwem na zgromadzeniu parafialnym w Scranton, dnia 16 grudnia 1900 roku narodowcy postanowili: „już nigdy więcej nie pukać o zgodę do biskupów amerykańskich”, a — jak w oparciu o odnośne źródła — pisze w swojej książce bp dr Wiktor Wysoczański: „część zgromadzonych wyraziła też opinię, że Scrantonianie mogą uznać nad sobą „tylko polskiego biskupa”. Odtąd też „ze zrozumiałych względów — w grupie scrantońskiej następuje wyraźna radykalizacja poglądów”... a „radykalizm” ten „ujawnił się szczególnie w pojmowaniu godności biskupiej. W 1901 roku ks. Franciszek Hodur wyznał: ...„U nas, w Scranton, postawił naród kwestię jasno i orzekł, iż polski ksiądz, pochodzący z ludu i pracujący dla ludu, więcej u niego znaczy, niźli rzymscy i nierzymscy biskupi”. Oczywiście był to niekatolicki pogląd na istotę biskupstwa i Kościoła! Ale, i to już w poważnej grupy zaangażowanych w zorganizowanie własnego, niezależnego, wolnego Kościoła, coraz rosnącego grona, Polaków w Ameryce. Społeczne więc uwarunkowanie i uzależnienie w ciągu następnych lat, wprowadzeniem do teologii nieco filozofii, nieco racjonalizmu, zostało zmienione! I mimo rzuconych na biskupstwo jako takie, a szczególnie konkretnie na biskupów niepochlebnych opinii — zwołany przez ks. Franciszka Hodura wraz ze współpracującymi z nim księżmi i świeckimi działaczami narodowymi I synod Polskiego Narodowego Katolickiego Kościoła w dniach 6—8 września 1904 roku w Scranton min. podjętymi uchwałami wybrał ks. Franciszka Hodura biskupem, a sakrę biskupią, jak już wspomnieliśmy — przyjął w Utrechcie w 1907 roku, a Polski Narodowy Katolicki Kościół tym samym przyjął również katolicki, ściślej starokatolicki ustrój episkopalny.

Odejście od społecznych uwarunkowań nie tylko w latach 1904 — 1907, ale i następnych, czyli filozofia ich teologii ujawniła się m.in. przede wszystkim właśnie teraz nie w odejściu od katolickiego organizowanego, a potem rozwijającego się Kościoła Narodowego, bo rzymskokatolicyzm mimo wszystko, co już podkreślaliśmy, przez całe życie i całą kościelną działalność biskupa Franciszka Hodura w istocie go nie opuszczał, owszem uzależniał go w swojej myśli i powodował, że interpretował swoją filozofię, swoim racjonalizmem, swoją teologię, albo filozofią teologii tychże uwarunkowań, przede wszystkim uwarunkowaniami rzymskokatolicyzmu, w którym wyrósł i wychował się, ale w nawrocie do niego, werbalnie w ujęciu i praktyce pierwszych wieków chrześcijaństwa — z nielicznymi wyjątkami. Zwyciężyło więc ortodoksyjnie katolickie ukierunkowanie usiłowań Scrantonian i ks. Franciszka Hodura sprzed powrotu delegacji z Rzymu, a odrzucony został radykalizm kościelny i społeczny okresu paru lat po powrocie delegacji z Rzymu. Wśród nielicznych wyjątków związanych z moim tematem, należy tu wymienić i krótko omówić następujące:
1. Stosunek biskupa Franciszka Hodura do tzw. sprawy społecznej i narodowej, w ogóle do spraw społecznych:
2. Inny pogląd biskupa Franciszka Hodura na niektóre prawdy wiary niż pogląd rzymskokatolicki, a mianowicie: pogląd na przekazywanie skutków grzechu pierworodnego;
3. Wprowadzenie nowego sakramentu głoszenia i słuchania Słowa Bożego;
4. Pogląd biskupa Franciszka Hodura na piekło i istotę jego kary, jako też problemu jego: czasowości czy wieczystości.

Ad. 1. Fundamentem wszelkich spraw społecznych i politycznych jest według biskupa Franciszka Hodura przekonanie, iż na Ziemi zostanie założone „Królestwo Boże, to jest doskonałe społeczeństwo ludzkie”. To społeczeństwo nazywa też w pracy pt. R z y m   c z y   P o l s k a   „Królestwem Chrystusowym, pod które złożył fundamenty Boski Nauczyciel z Nazaretu”, a w efekcie ma ono stać się „federacją wszystkich narodów ziemi, poddanych jednemu prawu, opartemu o równość, sprawiedliwość i poświęcenie się wzajemne.” Obywatel tego społeczeństwa, tego Królestwa, człowiek — „człowiek jest — według biskupa Franciszka Hodura — istotą społeczną, nie tylko w tym znaczeniu, że żyje z podobnymi sobie istotami w przyczynowym związku i musi współpracować dla własnego dobra, jeśli chce z niego korzystać, ale też w znaczeniu wyższym, szerszym, jest zależny od Pierwszej Przyczyny — wszelkiego istnienia, od Najwyższego Organizatora wszechświata, spojony z Nim duchowni i moralnymi węzłami stanowiącymi o jego świadomym bycie, o jego rozwoju i dążeniu ostatecznym. Człowiek nie może się odosobnić bezkarnie od natury, od rodziny, od narodu, od państwa, od Kościoła, od Boga. Każde takie zboczenie sprowadza fatalne straszne następstwa. Celem człowieka, istoty społecznej, jest zbawienie, napisał w tejże samej rozprawce biskup Franciszek Hodur, „bo jak największym przywilejem człowieka jest zbawienie, tak najświętszym Bożym prawem jest pomoc dla człowieka, by to zbawienie osiągnął. W krótkim zaś rozważaniu pt. W s t a ń   w punkcie: Czego dusza ludzka potrzebuje na ziemi — tak pisze: „Głównym jej zadaniem jest przygotowanie człowieka dla Królestwa Bożego, to jest takiego społeczeństwa ludzkiego, w którym panowałaby harmonia między Bogiem a człowiekiem, w którym człowiek czytałby bezpośrednio zamiary Boże względem siebie, współpracował w ich urzeczywistnieniu i przez to się uszczęśliwiał”. W   A p o k a l i p s i e   X X   w i e k u   biskup Franciszek Hodur jeden podpunkt zatytułował:  K o ś c i ó ł   a   s p r a w a   s p o ł e c z n a.  Niestety — mogłoby się wydawać, że Polski Narodowy Katolicki Kościół a głównie Jego organizator, biskup Franciszek Hodur, w swoich publikacjach a również w swoich działaniach wiele miejsca i czasu poświęci właśnie sprawom społecznym. Nie — wszystko świadczyło i świadczy o tym, że Dzieło Biskupa Franciszka Hodura nie było i nie jest i nie miało być jakimś ruchem społecznym, ale miało być i jest przede wszystkim Kościołem, Kościołem, który troszczył się i troszczy się również o ziemskie sprawy człowieka, o warunki jego pracy i płacy, mieszkania, o rozwój oświaty i kultury, ale pełnym uzależnieniem i uwarunkowaniem jego powstania i działania była i jest troska o zbawienie duszy ludzkiej. I w tym punkcie Kościół a sprawa społeczna — wydawałoby się, iż biskup Franciszek Hodur tu tę ważną przecież i istotną, życiową, ziemską tematykę społeczną ujmie jakoś zasadniczo. Nie! Istotę swojego stosunku w tym zakresie i poglądu biskup Franciszek Hodur utożsamia mutatis mutandis z głosem św. Jana Chryzostoma, którego kazanie urywek przytacza: „Mówicie — wołał natchniony obrońca wyzyskiwanych, jeden z największych katolickich kaznodziejów, Jan Chryzostom, biskup Konstantynopola — że ubodzy są próżniakami i dlatego cierpią nędzę? Ale czy wy bogacze, tak bardzo się zapracowujecie? Czy wy nie zbieracie owoców cudzego trudu, odziedzieczonych po przodkach? Czy wy nie obciążacie innych wyczerpującą pracą, aby sami w próżniactwie, zbytku i swawoli spożywać owoce cudzego wysiłku”. I po tym cytacie biskup Franciszek Hodur od siebie dodaje: „Powyższy ustęp wyjęty z mowy wielkiego biskupa streszcza w sobie zapatrywania wszystkich prawie wybitniejszych przywódców chrześcijaństwa pierwszych czterech stuleci”. W późniejszych  wiekach stwierdza biskup Franciszek Hodur niestety Kościół Rzymskokatolicki, a i inne Kościoły, poszły raczej z władzą polityczną, z bogatymi, nie z ludem. Podobnie rzecz się ma z treścią podpunktu w pracy pt.   N a s z a   W i a r a,   mianowicie: Sprawa społeczna i narodowa, gdzie nawet przejaskrawił i zbyt jednostronnie przedstawił patriotyzm Jezusa Chrystusa do Palestyny, do narodu żydowskiego, nie podkreślając, albo bardzo niewyraźnie, uniwersalność czy uniwersalizm przecież Jezusa Chrystusa osobiście i Jego Dzieła. Ten stan rzeczy, z nielicznymi dobrymi wyjątkami, trzeba zmienić, trzeba wrócić do pierwszych wieków chrześcijaństwa, do samodzielnej działalności Kościoła, również działalności społecznej, w której — pisze biskup Franciszek Hodur traktować należy kobietę jako istotę równą mężczyźnie, a kapłanom pozwalać na zawieranie małżeństwa”, „bo — stwierdza biskup Franciszek Hodur — rzymski zakaz zawierania przez kapłanów małżeństwa stał się ”źródłem nowego niezadowolenia i wypaczania natury ludzkiej" Ta rzymska reforma, dokonana przez pap. Grzegorza VII „odcięła   od społeczeństwa ludzkiego, jako ojca i obywatela, a zrobiła zeń kosmopolityczne narzędzie w ręku rzymskiego arcykapłana, któremu  zachciało się rządzić światem przy pomocy dobrze zorganizowanej sieci niższego i wyższego duchowieństwa i od niego zależnych karierowiczów.

Ad. 2. Z doktryny teologicznej Polskiego Narodowego Katolickiego Kościoła biskup Franciszek Hodur odrzucił trwałe przechodzenie skutków grzechu pierworodnego na rodzące się dzieci. Swoją w tym zakresie filozofię teologii rzymskokatolickiej tak uzasadnił w Apokalipsie XX w.: "Teologia moralna określa grzech jako świadome i dobrowolne przestąpienie prawa obowiązującego w sumieniu. Jest to zupełnie jasne i uzasadnione określenie. Mówi nam, że ludzka czynność wtedy tylko jest grzeszna, pociągającą za sobą winę i karę, gdy jest spełniona świadomie i dobrowolnie... Pierworodny grzech miał być popełnionym przez pierwszych rodziców osiem tysięcy lat, a może sto tysięcy lat temu, nie mógł więc późniejszy człowiek brac udziału w tej grzesznej czynności, ani swoją świadomością, ani wolą, ani korzystać ze swobody działania, bo jeszcze nie żył. Nie może więc być karany za to czego nie popełnił. Oprócz tego musi być wzięty pod uwagę inny jeszcze wzgląd przy rozważaniu grzechu pierworodnego w tym znaczeniu, jak go tłumaczy Kościół rzymska Czyn ludzki spełniany jest siłami duszy i ciała i na te czynniki spada odpowiedzialność za grzechy. Zgodnie z nauką większości kościołów chrześcijańskich, a między innymi również zgodnie z nauką Kościoła rzymskiego, dusza ludzka zostaje powołana do bytu specjalnym, twórczym aktem Boga w chwili poczęcia człowieka. Jakby więc Pan Bóg mógł stwarzać za każdym aktem ludzką duszę z góry obarczoną grzechem, winą, przeciwną Bogu, sprzyjającą szatanowi, a nawet mu poddaną, jak chce tego nauka Rzymskiego Kościoła ?

„Tego rodzaju teorie sprzeciwiają się naszemu pojęciu o Bogu, o jego istocie świętej, o Jego sprawiedliwości, o godności ludzkiej. Rzymska nauka o grzechu pierworodnym i jego fatalnych następstwach tworzyła w minionych czasach zaczarowane koło, w którym tańczył nieszczęśliwy człowiek swój obłędny taniec”.

Ad. 3. Natomiast obok wprowadzenia do liturgii języka narodowego, czym m.in. biskup Franciszek Hodur wyprzedził II sobór watykański, konkretniej języka polskiego, spowiedzi przed ołtarzem i innych jeszcze zmian czy uzupełnień, doktryny teologicznej Polskiego Narodowego Katolickiego Kościoła wprowadził sakrament głoszenia Bi słuchania Słowa Bożego. Uzasadnił swoje przekonanie o słuszności podjęcia takiej decyzji następująco, pisze w pracy pt.  R z y m    c z y   P o l s k a  : "Wielkim sakramentem Chrystusowego i Narodowego Kościoła zarazem, w myśl ustanowienia Boskiego Założyciela, jest głoszenie i słuchanie Słowa Bożego. Bóg przemówił przez usta Jezusa Chrystusa, gdy więc Narodowy ksiądz powtarza ewangelię Jezusową, w tym samym celu co On, w tym duchu tłumaczy ją, uprzystępnia, stosownie do potrzeb czasu wyjaśnia, spełnia najwyższy urząd, głosi wolę Bożą, a ci, co słuchają godnie Słowa Bożego, łączą się i jednoczą ze Stwórcą i Zbawcą swoim".

Ad. 4. Wprowadził też biskup Franciszek Hodur inne pojęcie, stosując tu również raczej filozofię teologii niż egzegezę odnośnych tekstów Pisma św. Uczynił to przede wszystkim w broszurze pt.  D o g m a t   o   p i e k l e .  Biskup Franciszek Hodur pisze. "Ne przeczymy istnieniu piekła... atoli to piekło, jakie dziś jeszcze ciągle rzymscy duchowni przedstawiają, to wymysł chorobliwej fantazji ,to stary zabytek pogański, niegodny czystego chrześcijanizmu . „Kościół Polski Narodowy tak rozumie piekło, jak je Zbawiciel rozumiał. To znaczy męki moralne, duchowe, stokroć gorsze od roztopionej siarki i smoły, jakie trapić będą duszę człowieka, który zuchwale odwaraca się za życia od Boga, od prawdy przedwiecznej, od światła nauki czyli od ducha światłości, a skłaniał się ku ciemnocie fanatycznej, czyli ku duchowi ciemności. Tam też pójdzie, gdzie pragnął. Atoli bez Boga dusza ludzka szczęścia zaznać nie może. Otóż ten brak Boga jest największą karą dla duszy, jest jej piekłem. Dusza bez Boga to gałązka oderwana od drzewa. Nie zginie, bo we wszechświecie nic nie ginie, ale usycha i marnieje" . Tak, ale to piekło według biskupa Franciszka Hodura nie istnieje wiecznie. W pracy pt.  N a s z a   W i a r a   pisze tak: „Wszystko musi osiągać ostateczny cel zamierzony przez Stwórcę, bo inaczej nie byłby Bóg wszechmocnym, a więc i człowiek musi osiągnąć ostateczny cel swego bytu. A cóż stanowi ten ostateczny cel człowieka? Nie może być tym ostatecznym celem człowieka wieczna katusza, wieczne piekło, bo by się to sprzeciwiało wszechmądrości i wszechdobroci Bożej, ale może być tylko poznanie prawdy, zdobycie sprawiedliwości i posiada niezmąconego szczęścia”... „Mądrość, dobroć i sprawiedliwość Boża sprzeciwiają się nieskończoności i wieczności kar pozagrobowych, czyli takiemu piekłu, o jakim uczy kościół rzymskokatolicki... Głos sumienia i natura i Bóg mówią nam, żeśmy stworzeni do doskonałości, więc gdy jej nie zdobędziemy... w tym życiu, nie osiągniemy też pełni życia, dostojeństwa ludzkiego, musimy je zdobyć gdzie indziej, musimy dla nich pracować dalej, aż je posiądziemy”. Ale nieco dalej w tym samym elaboracie biskup Franciszek Hodur pisze. Czas konania istoty ludzkiej jest albo zapłatą, albo karą, to znaczy jest wynikiem wszystkich prac spełnionych w życiu i jeśli te prace były wykonane podług planu Bożego, podług sił i łask odebranych, konanie jest momentem rodzenia się człowieka ku doskonalszemu życiu, jest snem tylko przykrym, z którego przebudzi się do pełni życia, ale jeśli człowiek zmarnował daną sobie sposobność, zdeptał Boże dary, służył tylko niskim instynktom swej natury, był głuchy na głos Boga i własnej duszy, żył na przekór swemu przeznaczeniu, to konanie dla takiego człowieka jest najstraszniejszą męczarnią, przejściem w okropny okres bytu, jest snem, z którego się przebudzi w przeświadczeniu, że był nikczemnikiem między nikczemnikami, najpodlejszą i najbardziej pogardy godną istota. Nieraz uczuje człowiek ogrom swej nędzy, poniżenia, niegodności i zatracenia i to poznanie będzie początkiem nowego życia tortur, bezgranicznego bólu, zwątpienia, samotności i rozpaczy”... W sumie jednak można dojść do przekonania, że biskup Franciszek Hodur przyjmuje możliwość doskonalenia się duszy ludzkiej w świecie pozagrobowym aż do osiągnięcia dla niej możliwego i osiągalnego stopnia doskonałości i ostatecznie zbawienia, a więc tym samym nie przyjmuje wieczystości piekła.

 

III. Eklezjologia biskupa Franciszka Hodura.

Inna nieco jest też filozofia eklezjologii biskupa Franciszka Hodura na tle teologii społecznych uwarunkowań pojęcia i faktu jednego Kościoła Chrystusowego pierwszych wieków chrześcijaństwa a współczesnego istnienia wielu Kościołów, które chce się sprowadzić, choćby i według mnie jedynie słownie, do modnego dzisiaj powiedzenia w tym przedmiocie i porównania zarazem: jedność w różnorodności. Z tej problematyki i tematyki na zakończenie przytaczam dwa cytaty. Pierwszy z pracy biskupa Franciszka Hodura pt.  S ł o w a   p r a w d y   jest swego rodzaju definicją Kościoła: „Kościół jest według biskupa Franciszka Hodura — zjednoczeniem wolnych, religijnych ludzi pragnących  — przy pomocy swego zrzeszenia osiągnąć najwyższe cele życia. Każda religijna czynność ma wypływać z wolnej woli człowieka, nie może ulegać jakiemukolwiek zewnętrznemu przymusowi. Religia ani Kościół, jako jej wykładnik, nie powinny być sługami politycznych partii, rządów, narzędziem potentatów tego świata w zwalczaniu wolnościowych dążeń człowieka albo narodu, albo ducha, ale przeciwnie, mają wzmacniać siły ducha, pomagać w pracy, w walce życiowej, w spełnianiu narodowego i ogólnoludzkiego posłannictwa”. Drugi cytat dotyczy posłannictwa i teleologii Polskiego Narodowego Katolickiego Kościoła, a wypowiedział go biskup Franciszek Hodur w rozważaniu religijno-społecznym pt.  W s t a ń : "Jeśli ten nasz Kościół posunie się dalej na drodze do Boga, odkryje głębsze prawa jednoczące człowieka i naród z Najwyższą Istotą, jeśli podniesie swych wyznawców pod względem duchowym, moralnym i  społecznym wyżej, aniżeli to czyni Kościół, któryśmy opuścili, jeśli  księża i świeccy zwolennicy Narodowego Kościoła zdadzą wobec Boga i świata egzamin ze znajomości zagadnień nowoczesnego życia i rozwiąże je lepiej, trwalej, bezpieczniej dla swej duszy i narodu, to ten Kościół będzie miał rację bytu, prawo do istnienia i rozwoju, jeśli nie, to zginie”.