Odezwa 

do  Polskiego  Ludu 

w  Stanach  Zjednoczonych  Ameryki  Północnej

 

   Jesteśmy dzisiaj bodaj najbiedniejszymi wśród ludów i tylko język zdobi nas przed światem, tylko język łączy wszystkich synów Polski w jeden żywy naród. Niechże więc lud podźwignie ten skarb i pozwoli, że my go wyniesiemy na tron królewski. I zabrzmi jego dźwiękami modlitwa Ofiary Świętej, pieśń bólu i smutku, ale też i pieśń nadziei i triumfu.
    Nieprzyjaciele nasi chcą wydrzeć nam mowę ojczystą, więc my, umiłowawszy ją tym bardziej, że wzgardzona i prześladowana, uczynimy ją pośrednikiem pomiędzy narodem a Bogiem. I niech płyną tony polskie po falach oceanu aż po Karpaty, nad Wisłą i Wartą, niech mówią zdumionym braciom naszym: Oto żyję, otom polska nieśmiertelna mowa! Wzgardzona przez cesarzy i królów, dławiona ukazami potężnych tego świata, pomiatana często przez własny naród, przychodzę wam powiedzieć, że już nie zginę nigdy, bo mnie lud ze swymi kapłanami wprowadził przed ołtarz Boga.
    Każdy naród ma swoje skarby dane mu od Boga, więc ku tym skarbom powinien zwracać swe oczy i serca. Takim naszym skarbem jest m.in. prześliczny język polski. Niestety, został on w Kościele rzymskim poniżony. Obca, umarła mowa brzmi tam u stopni ołtarza, gdy polski kapłan w imieniu ludu polskiego składa ofiarę Bogu Wszechmogącemu.
    Wszystkie wielkie w historii narody wprowadziły do kościelnych obrzędów swój własny język, aby go podnieść, wzbogacić, uczcić i uświęcić. Tak czynili Żydzi, Grecy, Rzymianie, Asyryjczycy i Ormianie w starożytności, tak potem czynili Rosjanie, Anglicy i Niemcy. Tylko my, Polacy, którzy posiadamy najpiękniejszy język w całej Słowiańszczyźnie, - i takich jego mistrzów jak Słowacki, Mickiewicz, Sienkiewicz, pozwoliliśmy na to, że nasi kapłani wzywają Boga w nędznej, kuchennej łacinie. O, jakież poniżenie i jakie lekceważenie godności wielkiego narodu!
    Czas więc najwyższy, by zwrócić serce ku temu Bożemu skarbowi i umiłować go całą duszą. Czas najwyższy, żeby w polskich świątyniach ucichły niezrozumiałe narodowi dźwięki Rzymian, by zabrzmiały wspaniałe i potężne głosy: Chwała na wysokości Bogu! 
   Obrzędy kościelne, a zwłaszcza publiczne modły kapłana, zjednoczonego z ludem, to zewnętrzny hołd czci, uwielbienia; miłości i uznania dla Pana Boga, jako Stwórcy i Ojca, Pana i celu życia. W tych obrzędach dusza ludu, jego pragnienia, jego wiara w przyszłe i lepsze życie, jego tęsknota, miłość i cześć przed majestatem Bożym. Przez obrzędy mówi do Boga kapłan, ale nie w swoim tylko imieniu, lecz przede wszystkim w imieniu wiernego ludu. Jakże by to więc wyglądało, gdyby w imieniu ludu przemawiał do Boga kapłan i biskup w języku cudzym, jak gdyby ten lud nie posiadał własnego i godnego swego języka, jak gdyby Bóg rozumiał tylko jeden język, a na inne był głuchy i niemy. Język jest najlepszym łącznikiem naszego narodu, najdoskonalszym narzędziem, przez które uzewnętrznia się obecnie nasz rozum, nasze serce, nasze życie wewnętrzne, nasze religijne dążenia, społeczne, polityczne, nasz narodowy geniusz. Język nasz jednoczy, wszystkich zbliża ku sobie, zapala, pobudza, ożywia i jest przed światem symbolem narodowej jedności, żywotności i nie- przedawnionych naszych praw na przyszłość.
    Dzielą nas wrogowie, dzielą nas społeczne i polityczne zapatrywania, towarzyskie względy. Ale jednoczy nas, wiąże i ożywia jedna myśl, jedna wiara, jedna nadzieja - przepiękny, majestatyczny i królewski język polski. Polską mową dziś poniewierają nasi wrogowie, wyrzucają ją ze szkół, urzędów, towarzystw, chcą ją uczynić gwarą żebraczego plemienia. Lecz myśmy jeszcze tak nisko nie upadli, jeszcze bije w nas polskie serce, tkwi w nas poczucie narodowej godności i przenika nas do szpiku kości religijne uczucie, myśl Boża, które każą nam mówić do Boga swym własnym językiem, który On doskonale rozumie tak samo Jak my, jego wierny lud. Dlatego wprowadzamy nasz język do liturgii, wnosimy go na ołtarz, ponieważ chcemy być społeczeństwem żywym, pragniemy żyć własnym życiem i własną iść drogą. Mamy do tego święte prawo, prawo Boże!

 

 Scranton, 1901 r.

ks.  Franciszek  Hodur