DO  WSZYSTKICH KOŚCIOŁÓW  POLSKO-NARODOWYCH, 

PATRIOTYCZNYCH  TOWARZYSTW

I  LUDZI  DOBREJ  WOLI,

KTÓRZY  NIE  ZWĄTPILI  W  PRZYSZŁOŚĆ

POLSKIEGO  NARODU  NA  WYCHODŹSTWIE.

 

   Już blisko od dziewięciu lat najważniejszą sprawą w życiu polskiego wychodźstwa w Ameryce, jest kwestia zależności naszego narodu pod względem kościelnym, a co za tym idzie i pod względem moralnym, politycznym i społecznym od ajryskich i niemieckich biskupów.
   Zależność ta jest główną przeszkodą w rozwoju polskiej emigracji w Stanach Zjednoczonych, zagraża poważnym niebezpieczeństwem naszemu bytowi i jest ufundowana na prawie kościelnym, uchwalonym przez ajryskich arcybiskupów i biskupów w Baltimore w roku 1883, a potwierdzonym przez papieża Leona XIII, mocą której to ustawy właścicielem i prawnym zarządcą własności kościelnych jest biskup, a od niego tylko zależnym agentem - ksiądz.
   Lud polski, który złożył setki milionów dolarów na budowę kościołów i płaci dziesiątki milionów rocznie na ich utrzymanie i upiększenie, jest tylko na komornym w tych kościołach i może być z nich wyrzuconym każdego czasu przez irlandzkich dygnitarzy Kościoła. Z tego stosunku wypływa dla naszego narodu potrójna szkoda:
   Po pierwsze, strata tych stu kilkudziesięciu milionów dolarów, które lud włożył w kościoły;
   Po drugie, hańba i poniżenie dla nas, żeśmy już takim ostatnim plemieniem (narodem) na świecie i, że nawet swoją pracę przekazujemy innym na własność i dobrowolnie oddajemy się im w kuratelę;
   Po trzecie strata moralna i społeczna wielka, bo księża polscy pozostając tylko w wyłącznej zawisłości od ajryskich biskupów, jako swych przełożonych i właścicieli kościołów, starają się tylko o ich względy i łaski, a o lud nie dbają, chyba tylko o tyle, by go sobie nie zrazić jako dojnej krowy i owcy wełnodajnej.
   Żywym protestem przeciwko temu niegodnemu i niebezpiecznemu stosunkowi polskiego narodu do ajryskich i niemieckich biskupów jest narodowy ruch w Kościele. Celem jego jest stworzenie przy pomocy Bożej takich warunków dla polskiego wychodźstwa w Ameryce, żebyśmy wierni zasadom Kościoła Powszechnego, Chrystusowego, nie stali się pastwą Ajryszy i Niemców, nie byli narzędziem tylko do zbogacenia się księży. Polski naród sam sobie - oto hasło naszego ruchu, oto sztandar wywieszony najpierw w Scranton, a potem Priceburgu  (obecnie Dickson City,Pa) , Filadelfii, Duryea, Plymouth, Wilkes-Barre, Jersey City, Bayonne, Passaic, Fali River, Chicopee, Lowell, Webster i po tych innych osadach, jak Chicago, Buffalo, Cleveland, które choć nie pozostają jeszcze z nami w ściślejszej łączności, pracują również i cierpią dla wyzwolenia siebie i reszty współbraci z ajryskiej i niemieckiej niewoli.
   Na księży zaprzedanych ciałem i duszą nieprzyjaciołom polskiego narodu padł strach. Poczęli się obawiać o swe wygody, worki pełne mamony, a w końcu i o swe pozycje. Więc rada w radę. - I cóż uradzono? Chwycić się starej metody i zniszczyć ruch narodowy w Kościele. Najpierw wyklęto niżej podpisanych i lud wierny, ale ta niesprawiedliwa klątwa dodała tylko sił walczącym o święte prawa.
   Potem chcieli księża użyć Związku Narodowego Polskiego, za narzędzie i poniżyć nas - ale im się nie udała i ta podziemna robota. Na koniec dla obałamucenia prostaczków zgodzili się księża rzekomo na przedstawienie papieżowi przykrego położenia Polaków w Ameryce i wysłali w tym celu do Rzymu delegację, złożoną z protestanta Mahonego z Buffalo i ks. Wacława Kruszki z Ripon, Wisconsin, która miała żądać od papieża równouprawnienia polskiego kleru przy wyborach biskupów.
   Delegacja bawiła kilka miesięcy w Rzymie, puściła kilka tysięcy dolarów, wyciśniętych przez księży z biednego robotnika, ucałowała stopę Piusa X, powycierała kąty różnych lokaj i watykańskich i powróciła z kwitkiem. ( ...)
   Zasadą Rzymu jest obiecywać biednym i słabym, ale im nic nie dać. Zasadą jest nie zrażać sobie bogatych i potężnych, a takimi są właśnie nasi wrogowie - biskupi. Zasadą jest na koniec rzymskiego Kościoła nie wzmacniać idei narodowej, ale ją osłabiać. Już więc z tego powodu nie zgodzi się Rzym nigdy na polskiego biskupa, który byłby ostoją polskości w Ameryce.
   Oni czekają na naszą śmierć - a my wyglądamy ocalenia od nich. O, jak żeśmy naiwni i biedni! ( ...)
   Pomiędzy polskim narodem a rzymsko-ajryskim kościołem w Ameryce porozumienia być nie może, jak nie może być miłości między owcą i wilkiem. Czy wcześniej, czy później stalibyśmy się ofiarą podstępnych, chciwych władzy i majątku dygnitarzy kościelnych.
   Więc baczność Bracia Rodacy! ( ...)  Nie ma co liczyć na Rzym w tej walce między polskim ludem, a tutejszymi biskupami - bo Rzym staje po stronie możnych biskupów. Cóż więc czynić nam wypada? Czy pozostawić rzeczy swojemu biegowi i pozwolić, żeby i nadal paśli się biskupi i swe plemię ajryskie naszemi majątkami kościelnymi, żeby nasi księża pod ich opieką tuczyli się i podleli w niewolniczej służbie, żeby lud poniewierany, wy zyskiwany na to tylko budował ogromne gmachy, żeby karmiony fanatyzmem rzymskim, ogłupiany przez księży i tak zwane siostry, wlókł dalej marne życie tułacze i tu nawet na wolnej, amerykańskiej ziemi?
   O nie bracia! Czekaliśmy na odpowiedź z Rzymu, bo wołano na nas: poczekajcie, nie spieszcie się! Niech ten, któremu naród polski ufał przez 1000 lat, dla jego chwały przelewał krew i cześć oddawał mu boską, niech weźmie polski lud w obronę. Niech weźmie, myśleliśmy, niech się odezwie papież! Ale czekaliśmy na próżno. Na pruskie gwałty spełniane na naszym narodzie, odpowiedział Pius X, przyjaźnią zaprzysiężoną cesarzowi Wilhelmowi II ( ...) .
   Wobec tego lekceważenia naszego narodu w ogóle, a tutejszego ludu w szczególności ze strony papieża i ajryskich biskupów - stajemy my narodowi księża i jego wybrani przedstawiciele i odzywamy się do współbraci naszych: Czas najwyższy, żebyśmy pozbyli się zależności od Ajryszy i Niemców, czas byśmy sprawy Kościoła naszego wzięli we własne ręce, czas zorganizowania ostatecznego Polsko-Narodowego Katolickiego Kościoła w Ameryce.
  By mieć sposobność do gruntownego zastanowienia się nad naszym położeniem, nad stosunkami kościelnymi i społeczno-narodowemi, by przejrzeć dotychczasowy program narodowo-religijnego ruchu, usunąć to, co było w naszej organizacji nieodpowiedniego i nieużytecznego i nakreślić sobie na przyszłość program jasny i prosty narodowo religijnej pracy w Ameryce - w tym celu zwołujemy pierwszy Synod Polsko-Narodowego Katolickiego Kościoła w Stanach Zjednoczonych do Scranton.

Ks. Franciszek Hodur, Administrator
535 Locust St. - Scranton,Pa

 

Nowy Świat, Vol. II. (1904) 3 (4), 49-52
Straż, Rok IX.  (1904)  28