PRZEMOWA

 

WYPOWIEDZIANA W KOŚCIELE 

ŚW. STANISŁAWA BISKUPA  I  MĘCZENNIKA,

 DNIA 8-GO WRZEŚNIA  1904 r. 

PRZEZ KS. FRANCISZKA HODURA,

 BISKUPA POLSKO-NARODOWEGO KOŚCIOŁA W AMERYCE.

 

Przyjaciele moi, Bracia i Siostry w Chrystusie!

 

   Minęło w marcu siedem lat, jak przybyli do mnie, wówczas proboszcza Św. Trójcy w Nanticoke, wysłańcy tej części parafii Najsłodszego Serca Jezusa, ze Scranton, która była niezadowolona ze stanowiska zajętego przez księdza Austa wobec polskiego ludu.
   Ponieważ ani ksiądz, ani biskup nie myśleli usunąć krzywdzących nadużyć i uczynić zadość słusznym prośbom wiernych, domagających się racjonalnej gospodarki w Kościele i uczciwego traktowania parafian ze strony proboszcza, przeto wybuchło niezadowolenie, potem otwarty bunt, potem krwawe starcie ludu z policją, nasłaną przez księdza, potem niesprawiedliwy wyrok, potem rozpacz skrzywdzonych, łzy i przekleństwa z jednej strony, a tryumf ze strony księdza i biskupa.
   Ale tryumf to był krótki i przedwczesny i śmiechy i szyderstwa i urągania byłyby były zamilkły w jednej chwili, gdyby był wiedział biskup i ksiądz, że ten moment w którym bito lud pałkami, a na jego spracowane ręce nałożono kajdanki, że ta chwila łez i złorzeczeń - stanie się godziną powstania Polsko-Narodowego Kościoła w Ameryce.
   Gdym się dowiedział od wysłanników o krwawem zajściu przed kościołem, nie mogłem się wahać. Z jednej strony żal mi było nantykockich parafian, ludzi prawych, patriotów gorliwych i hojnych członków kościoła Św. Trójcy, ale z drugiej strony ciągnęła mnie do Scranton jakaś wewnętrzna moc straszna, nieubłagana i silniejsza niż moja wola, taka jak przeznaczenie samo, szepcząca mi ustawicznie: Nie bój się, idź do Scranton! A jeśli pójdę, a ci ludzie, dziś rozgoryczeni, pełni zapału i świętego gniewu porzucą mnie jutro? - Nie bój się, idź, bo gdyby cię porzucili ludzie spowodowani, albo interesem, albo strachem przejęci, to Ja o tobie nie zapomnę, to Ja cię nigdy nie opuszczę.
   I musiałem słuchać tego głosu i przyszedłem.
   Pamiętacie wy dawni moi przyjaciele, wy doświadczeni żołnierze sprawy Narodowej, Bożej, ten wieczór gdy czterysta (400) rąk podniosło się w sklepiskach tego kościoła na znak przysięgi i czterysta (400) ich powtórzyło słowa: że pod sztandarem niesionym przeze mnie pójdą wszędzie; na trudy i mozoły, na cierpienia i nędzę - wszędzie, że kościoła św. Stanisława będziecie bronić mieniem i życiem, krwią nawet jeśli tego będzie potrzeba, a obcym biskupom którzy pogardzili Chrystusem a przyjęli służbę u świata i za garść mamony zdradzili Ukrzyżowanego Mistrza z Nazaretu, rzucicie pogardą? O, któż by zapomniał ów dzień i godzinę i chwilę w której mówił do nas Duch Boży i uświęcał nas na walkę z mocami ciemności?
   Potem przyszły na nas ciężkie i twarde godziny, godziny klątwy, złorzeczeń, pośmiewisk i poniżań -aleśmy je przyjęli spokojnie, bośmy byli przygotowani na nie i byliśmy pewni pomocy Bożej. Ten który posłał na mękę swojego Syna i kazał Mu nieść krzyż i cierniową koronę, ale Mu dał potem tryumf zmartwychwstania i nam też udzielił swej łaski i pozwolił wytrwać w pracy, cierpieniu i walce. O, niechże Mu będzie za to cześć po wszystkie wieki!.... Niech przyszłe pokolenia mówią, że Bóg nie pragnie naszego poniżenia, niewoli i nędzy ducha i ciała, ale że On, światło świata chce, abyśmy wstali z grobu ciemności, ujęli pochodnię światła i wolności i szli z innymi ludami ku lepszej przyszłości.
   W tej nierównej walce pod względem sił materialnych stanęło zaraz po naszej stronie kilku zacnych kapłanów i wielu uświadomionych więcej i śmielszych braci, których imiona uwieczni historia ruchu religijno-narodowego w Ameryce złotymi zgłoskami w swej księdze. Dzisiaj składam wam moi przyjaciele i współpracownicy gorące podziękowanie za wasze trudy i mozoły, za wasze łzy i cierpienia, za waszą przeszłą pracę i poświęcenie, po to tylko, by od was żądać nowych większych jeszcze ofiar na przyszłość.
   Walka dopiero rozpoczęta. Gdy wydrzemy z biskupich rąk własność polskiego ludu, musimy potem uwolnić duszę jego z fanatyzmu, kłamstwa i ciemnoty - a ta praca i ta walka będzie jeszcze trudniejsza i straszniejsza.( ...)
  I wybraliście z pomiędzy siebie, mnie niegodnego sługę Bożego, abym niósł przed wami prawo święte i Zakon Chrystusa, jak nosili Arkę Przymierza, ten symbol czci Jehowy i narodowej jedności, lewici w Starym Testamencie i choć znam swe błędy i nieudolność, nie cofnąłem się, nie zawahałem się, bo dobrą jest rzeczą pożądać biskupstwa, jak powiada wielki apostoł narodów i chcę służyć Bogu i narodowej sprawie, z tego miejsca na którem mnie postawi wola Najwyższego i głos narodu. ( ...)
  Amen!

 

Straż, Rok IX.  (1904)  38